Posty

Władcy z Kagolanii - Rozdział 33

Obraz
  *świat Kaleny* Po drodze do Sekanii Galaspiael nakazał zatrzymać się nieopodal osady, do której jednak nie wjechali – Lepiej nie ujawniać, gdzie podróżuje orszak królewski. Ludzie mogą to wykorzystać przeciw nam. W lesie będziemy bardziej bezpieczni – wyjaśnił Kalenie, gdy zapytała go, dlaczego nie mogą podejść bliżej. – Mówiłem ci, że uwielbiam lasy. Nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności. Dziewczyna zsiadła z konia i spojrzała w stronę widocznej z oddali wioski. Mieniące się między drzewami światła lampionów hipnotyzowały ją swoim blaskiem. Czuła, że coś ją woła w tamte strony. – Co to za miejsce? – zapytała, gdy zdołała wyrwać się z pełnego zachwytu transu. – Nie pamiętam go ze swojego świata. – O ile się orientuję, to chyba nie ma oficjalnej nazwy. – Kłamstwo wyjątkowo sprawnie przeszło mu przez usta. – Pewnie niedługo się rozrośnie i jakiś Okiani zechce je przyłączyć do swojej prowincji. Wtedy pojawi się na mapach.  Odetchnął cicho, gdy okazało się, że takie wyjaśnienie było

Władcy z Kagolanii - rozdział 32

Obraz
*świat Kaleny* – Jeżeli uda ci się jej pomóc, wynagrodzę cię sowicie – oświadczył Galaspiael. Wcześniej Zarkin dokładnie wysłuchał jego propozycji i teraz długo rozważał ją w milczeniu. Zdziwił się, gdy dostał ponowne wezwanie do pałacu, a jeszcze bardziej, gdy nie zobaczył nigdzie Kaleny. Książę prosił, by nie wspominać jej o tym, że to spotkanie miało miejsce i zaprowadził do swojej rezydencji w mieście. Wszystko to było bardzo zastanawiające. – Mogę spróbować, Wasza Wysokość, ale nie wiem, czy mi się uda - oświadczył. – W tym właśnie rzecz, że chcę, aby ci się nie powiodło. Daj jej jakiś eliksir nasenny, a gdy się obudzi, powiedz, że robiłeś co w twojej mocy, ale nie da rady wrócić. Chłopak wydawał się całkowicie zbity z tropu tą prośbą. Rozejrzał się dookoła, raz po raz szukając strażników albo Srebrnej Gwardii. Galaspiael westchnął ciężko. Nie miał ochoty już zapewniać, że w jego domu byli sami. – Wybacz mi książę, ale nic z tego nie rozumiem. W jaki sposób to ma jakkolw

O czym śnił doktor Ambroży, podczas rejsu na wyspy królowej Bonifacji

– Proszę państwa, czy leci z nami lekarz?! – zapytała kobieta, przypominająca z wyglądu tę przyszywaną ciocię, która pamięta każdy twój etap życia, a ty nie masz pojęcia, kim ona u licha jest. – Tak – rozległ się głos gdzieś na tyłach samolotu. Łysiejący mężczyzna podszedł do niej, trzymając w jednej ręce budyń, a w drugiej łyżkowidelec, zakończony wykałaczką. – Ja jestem lekarzem. – Proszę, niech pan opowie Matiu o tym, jak pasjonującym zajęciem jest ratowanie życia. Błagam, niech pan go przekona, by się ogarnął i złożył w końcu papiery na medycynę! Matiu! – Kobieta sięgnęła za siebie i uniosła niemowlaka na wysokość oczu. – Czy pani nie uważa, że to trochę za wcześnie na studia? – doktor Ambroży spojrzał na dziecko zaskoczony. Nie zauważył nawet, że jeden z pasażerów zabrał mu budyń, a drugi łyżkowidelec i teraz toczyli ze sobą spór o to, kto ma prawo do spożycia deseru. – Malutki, nigdzie nie musisz iść, jeżeli nie czujesz się na siłach – powiedział i uśmiechnął się triumfalnie, wid

Władcy z Kagolanii - rozdział 31

Obraz
Galaspiael oczyścił umysł za pomocą czterech ukradzionych butelek Nirimu. Poświęcił dzień by wytrzeźwieć i dwa kolejne, aby dojechać do celu. Wyjątkowo szybko udało mu się odzyskać siły. Miał sporo zapału do testowania nowej broni. Droga do kopalni pokonana w samotności wydawała mu się o wiele krótsza, spokojniejsza i mniej niebezpieczna, niż gdy podróżował tą samą trasą w towarzystwie Kaleny. Ostatni postój zrobił dokładnie w tej samej skalnej grocie, w której oboje nocowali po jego uwolnieniu. Dalej były tam ślady paleniska oraz ich posłań. Wyglądało na to, że od tamtego czasu nikogo więcej już tam nie było. Nie spodziewał się zasnąć tej nocy, jednak kamień okazał się bardziej wygodny niż łóżko w królewskim pałacu. Kiedy się obudził, stwierdził że dzień jest piękny. Słońce dopiero wschodziło, gdy potężny strumień energii zniszczył wejście do kopalni. Wiązka nieokiełznanej mocy wbiła się w gruby metal miękko, jak nóż w nadziewane ciastko. Przerażeni tym widokiem strażnicy, nawet n

Nowa epidemia

Na osiedlu wrzało od rana. Sąsiadki z wypiekami na twarzach przekazywały sobie nowiny, stukając przy tym łyżeczkami w kubki z herbatą. Z pasją dzieliły się przemyśleniami na temat flądry z  trzeciego piętra, która zdemolowała wynajmowane mieszkanie. Wyrok nad młodą lokatorką zapadł już dawno. Mówienie „dzień dobry” i kultura osobista nie zmyliły czujnej samozwańczej rady osiedlowej. Każda z jej członkiń oczywiście już od dawna czuła, że ta młoda (Ewa, czy jak jej tam) to jakaś taka… dziwna. Zawsze idealna, aż za bardzo. I proszę, wyszło szydło z worka. Tak naprawdę, to jeszcze długo nikt by się nie dowiedział o stanie mieszkania, gdyby nie zepsuta pralka, której używała kobieta. Pani Wiesia przeżyła chwile grozy, gdy zauważyła w swojej łazience gigantyczną plamę na suficie. Natychmiast pobiegła na trzecie piętro, powiadomić o zalaniu. Wtedy ujrzała coś, czego nie była w stanie opisać słowami. Po paru herbatkach, kawie z mlekiem, kawałku szarlotki i kieliszku nalewki wiśniowej od wujka

Władcy z Kagolanii - Rozdział 30

Obraz
  *ich świat* – Przydaj się na coś ty patałachu i pomóż mi! – krzyknął Galaspiael. Trzeci dzień prób przyzwania Gyeula nie przyniósł rezultatów. Uczucie obecności nasiliło się, ale odnosił wrażenie, że to wyobraźnia płata mu figla, bo duch dalej uparcie milczał.  Kiedy odpowiedziała mu cisza, usiadł bezradnie na kamieniu. Wypowiedział formułkę jeszcze trzy razy i westchnął zrezygnowany. Wtedy nad lewym ramieniem wyczuł poruszenie. – Doprawdy…  – Od razu wiedział, kto do niego mówi. – Wy młodzi jesteście tacy niecierpliwi! Ja musiałem odczekać swoje w Zakazanej Strefie bez szemrania, nim udało mi się stamtąd wydostać.  – Siedziałeś oczywiście za niewinność! – zakpił. – Czemu cię nie widzę?! – Kompletnie nie pojmujesz o co chodzi w tej ceremonii. Nie wrócę już do tego świata, nawet gdybym chciał i choćbyś latami powtarzał to śmieszne zaklęcie. Przyznam szczerze, że nie widzę sensu twoich działań. Po co mnie wzywałeś? Jaki masz w tym cel? – Potrzebuję ci zadać kilka pytań – od

Sposób na wolność

 – Sebastian to najgorszy głupek, jakiego w życiu spotkałam – Alva czekała aż rozpuści się tabletka przeciwbólowa i rozmasowywała sobie skronie. Po całym dniu spędzonym w głównym budynku SecInvi, czuła się jakby coś rozsadzało jej czaszkę od środka. – Nie rozumiał niczego... – kontynuowała – kompletnie niczego, daję słowo. Przy wypełnianiu kwestionariusza wpisał w polu na imię także nazwisko, a potem zamazał. – To się możne zdarzyć każdemu, nie znaczy że chłopak jest głupi. – Magnus próbował bronić chłopaka. Alva spojrzała mu w oczy wzrokiem pełnym rozpaczy i zażenowania. – Siedem razy? – Nie, aż tyle to nie – przyznał niechętnie. – Rzeczywiście jakiś odklejony. Nie nałykał się czegoś? – Robiłam testy, oboje są czyści. Emma ratowała go w najgorszych momentach, inaczej bym go udusiła. Nie wiem, jak to się stało, ale chyba przy porodzie zjadła jego mózg. Jest wspaniała. Mógłbyś dać jej własny wydział. Dorian niedługo jedzie do Szwajcarii, trochę mu tam zejdzie. Magnus oparł ł