niedziela, 31 grudnia 2017

Rozdział 44 - Kłamstwa

Kalenę zamknięto w celi położonej prawie na samym końcu lochów, skąd słychać było kroki każdego, więc zanim strażnicy otworzyli ciężkie drzwi, dziewczyna była już dobrze przygotowana. Kiedy tylko Samin przekroczył próg celi, rzuciła się na niego z zamiarem skręcenia karku albo chociaż dokonania jakiegoś poważnego uszkodzenia. Szybko jednak zmieniła plany, widząc że drzwi nie zostały zamknięte. Wypadła jak strzała, zanim Samin się otrząsnął, była już na zewnątrz.
– Łapcie ją kretyni! – Usłyszała za sobą. – Brać ją i natychmiast przyprowadzić do mnie!
Kalena rozejrzała się, czując jak ogarnia ją panika. Zdążyła trochę poznać pałac, ale w lochach była tylko raz i nie miała pojęcia dokąd iść, dodatkowo strażnicy przed wejściem tu zasłonili jej oczy.
Ponieważ nie potrafiła zlokalizować gdzie znajduje się wyjście, postanowiła pobiec przed siebie. Szybko jednak pojęła, że to nie był zbyt dobry pomysł. Zanim zorientowała się, że została otoczona, było już za późno.
– Nie podoba ci się chodzenie po celi? To każę cię związać i zakuć w kajdany! – Samin podszedł i uderzył ją w twarz.
– Jak mogłeś zrobić coś takiego! Galaspiael uważał cię za przyjaciela!
– Galaspiael uważał mnie za przyjaciela? – przedrzeźniał ją. – Ja też go uważałem i byłem tu gdy ludzie mnie potrzebowali i gdy on sam mnie potrzebował. Zawsze po jego stronie, nieważne jaką głupotę by zrobił. I nawet tobie, brudna niewolnico, odwdzięczył się bardziej niż mi za lata wiernej służby. Modliłem się do przodków, by dali mi okazję i nagle przyszła. Doprowadzę do tego, by było jak dawniej, zanim on przyszedł i zaczął burzyć porządek jaki znamy.
– Nienawidzę cię! – jęknęła rozpaczliwie próbując się wyrwać.
– Nie interesuje mnie, co myśli o mnie robactwo takie jak ty. Nie zrozumiesz bólu, który czułem. Wyobraź sobie, że przed śmiercią on mianował cię kapitanem gwardii. Przyjęłaś nowe obowiązki przysięgając że będziesz je wypełniać, a potem przychodzę ja. Degraduję cię, bez nawet jednego słowa podziękowania. Z dnia na dzień wszyscy, którzy cię szanowali, nagle przestają o tobie pamiętać. Zastanów się, czy sama nie byłabyś wściekła?
 – Może i bym chciała – przyznała – naprawdę rozumiem, że mogłeś czuć się źle, gdy Galaspiael przejął władzę po tym jak ty rządziłeś tyle lat. Rzeczywiście, powinien jakoś okazać wdzięczność, masz całkowitą rację. – Przeszyła go na wskroś błagalnym spojrzeniem – Zostań królem. Wszyscy i tak myślą, że Galaspiael zginął. Ale proszę, pozwól mi go odnaleźć i uratować. Wierz mi, gdyby miał wybór nigdy nie wracałby do pałacu. I obiecuję, że nie wróci On w głębi serca nigdy nie chciał tej korony...
– Myślisz że ci uwierzę? – podszedł do niej i szarpnął za włosy, ciągnąc je do tyłu. – Pozwolę ci odejść, a ty wrócisz ze starym, uwielbianym przez wszystkich królem. Omamicie ludzi, zorganizujecie rewolucję, a potem on pozostanie ci dozgonnie wdzięczny. Skoro wypisał już akt mianowania cię Okianesą, to po takim bohaterskim czynie może włączyłby do rodziny królewskiej! Tak to sobie wymyśliłaś?
– Nie chodzi mi o żadne tytuły! Nawet o tym nie wiedziałam! Chodzi mi o Galaspiaela i tylko o niego.
W jasnoniebieskich oczach mężczyzny zauważyła nutę zaskoczenia. Puścił ją i ostentacyjnie wytarł sobie rękę.
– Nic nie mówił, bo wiedział, że pozostali Okiani i tak się na to nie zgodzą, przynajmniej nie teraz. Aż mi niedobrze jak myślę, że ty mogłabyś zasiadać przy jednym stole z najważniejszymi ludźmi w kraju. Mogę cię zapewnić, że ja nie mam zamiaru tolerować nawet obecności takich jak ty w moim pałacu. Twój brudny przyjaciel wrócił gdzie jego miejsce, a kiedy skończę z tobą, każę w tej celi wyczyścić każdy zakątek. Nie jestem aż takim tyranem żeby zmuszać kogokolwiek do przebywania w pomieszczeniu, w którym ty siedziałaś.
Kalena próbowała się wyrwać, gdy trzech mężczyzn przygwoździło ją do ściany, ale nie mogła. Metalowe kajdany zacisnęły się na jej nadgarstkach. Puszczono ją dopiero wtedy, gdy upewnili się, że jest całkowicie bezsilna.
*
Mocne uderzenie w tył głowy wyrwało go ze snu, a zapach krwi i błota utwierdził w przekonaniu, że nadal żyje i nadal znajduje się w madegaldzkim obozie.
– Wstawaj – usłyszał nad sobą – mamy dużo pracy, a jeszcze ciebie trzeba przygotować.
Nie chciał wstać, nawet nie miał na to siły. Zastanawiał się, co by się stało, gdyby nadal uparcie leżał. Nie mogło być źle, najwyżej zostałby jeszcze raz pobity. O krok bliżej do śmierci.
– Nie słyszałeś?! – Washar z całej siły uderzył go w żebra metalowym prętem. – Wstawaj!
Rozbłysło białe światło, dające złudne poczucie spokoju. Galaspiael szybko pożałował, że w ogóle próbował się bronić w ten sposób. Nie zrobił Washarowi dużej krzywdy, a osłabił się jeszcze bardziej
– Odpocząłeś widzę? – Chwycił go za ramię i zmusił do powstania – Skoro masz siłę na coś takiego, iść o własnych siłach możesz bez problemu. Nie martw się, dzisiaj nie zamierzam cię bić, nikogo już to nie bawi. Jesteś słaby, za często tracisz przytomność, równie dobrze moglibyśmy bić zwłoki. Ale to nie znaczy, że możesz przestać się bać – dodał gdy usłyszał jego ciche westchnienie ulgi.
Galaspiael został wyprowadzony na zewnątrz, a później do małego namiotu, w którym było już przygotowane miejsce dla niego. Dał się zakuć w kajdany i związać łańcuchem, zastanawiając się dlaczego musi być unieruchomiony w taki sposób. Przecież widzieli w jakim jest stanie, nawet gdyby krążących wokół niego ludzi było o połowę mniej, nie dałby im rady. Właściwie, nawet gdyby zostawili go rozwiązanego, wątpił że miałby siłę uciec daleko.
Ktoś odchylił jego głowę do tyłu i włożył knebel w usta. Nie wiedział dlaczego, skoro Washar powiedział, że nie zamierzali go bić. Dopiero kiedy podwinięto mu prawy rękaw, zrozumiał.
Zamierzali go napiętnować.
Washar wszedł z metalową pieczęcią, rozgrzaną na końcu do czerwoności. Czuł bijące od niej gorąco, nawet gdy metal nie dotykał jeszcze jego ciała. Zebrał się w sobie i przygotował na to, jaki ból poczuje. Nie wypalił mu jednak znaku na ramieniu.
Dał komuś sygnał, by ten przytrzymał Galaspiaela za głowę i przyłożył pieczęć do jego policzka.
Tortury, bicie, utrata palców i wszystko co przeszedł do tamtej pory, było niczym, w porównaniu do tego bólu. Trwało to strasznie długo, miał wrażenie, że metal wypalił mu skórę aż do kości. W pewnej chwili nawet nie miał siły krzyczeć. Wszystko się rozmyło, został tylko on i ten ból. Był pewien, że nie da rady, że zaraz umrze i właśnie wtedy go puszczono. Czuł, że za moment straci przytomność, ale nie pozwolono mu na to. Zadbali, by cały czas był świadom tego co się działo.
To była najgorsza rzecz, jakiej tam doświadczył. Galaspiael czuł, że kiedy na jego twarzy pojawił się ten hańbiący znak, coś w nim pękło, umarło bezpowrotnie. Nie tylko nie miał już siły walczyć, tracił do tego również ochotę.
Po raz pierwszy właśnie wtedy, pomyślał że powinien się poddać i ta myśl nie chciała go już opuścić.
*
Zaledwie dziesięć dni po pogrzebie odbyła się koronacja Samina.
Decyzja o tym została podjęta przez Okiani i większość poddanych rozumiała, że była ona podyktowana troską o równowagę kraju. Natomiast decyzji o urządzeniu hucznego przyjęcia, kiedy nadal panowała żałoba nikt nie próbował zrozumieć, ani nawet usprawiedliwiać, ale też nikt nie upominał nowego władcy.
Ceremonia była publiczna, każdy mógł na chwilę wejść do wyższego kręgu. Kiedy jednak nadeszła pora na przemówienie, Samin odszedł. Wrócił do pałacu otoczony swoją strażą; Złotą Gwardią, nazwaną tak właściwie tylko dla zaznaczenia jej wyższości nad poprzednimi gwardzistami. O nich natomiast słuch zaginął. Po honorowym samobójstwie kapitana odnaleziono jeszcze Luko i Zei'a którzy zdecydowali się na ten sam czyn. Reszta po prostu zniknęła.
Lin-Si unikała spotkania z Saminem tak długo, jak tylko mogła. Czas spędzała tylko w swojej części pałacu, w otoczeniu najbardziej zaufanych służących, które od jakiegoś czasu zaczęły nosić broń przy paskach.
Zaskoczył ją pewnego popołudnia w jednej z jej osobistych komnat. Czuła, że w końcu będzie musiała zapytać go o kilka ważnych spraw, ale akurat w tym momencie nie była na to gotowa. Wymienili zdawkowe uśmiechy i w końcu się odezwał.
– Moja pani, chciałem prosić, byś dziś wieczorem zjawiła się na kolacji w sali jadalnej. Przyjadą bardzo ważni goście, powinnaś być obecna.
Skinęła głową
– Pojawię się na pewno. Czy wolno mi wiedzieć, co dalej będzie z Kaleną?  Nie możemy trzymać jej w lochu do końca życia, trzeba podjąć jakąś decyzję.
– To naprawdę przykra sprawa – wyraz twarzy Samina zmienił się nieznacznie, gdy wypowiedziała imię Kaleny. – Odwiedziłem ją niedawno i jest jeszcze gorzej, niż wcześniej. Poprosiłem o pomoc pewną zaufaną osobę i dzięki niej zrozumiałem, co mogło się stać. Nie wiem czy powinienem się z tobą tym dzielić...
– Ta dziewczyna postąpiła skandalicznie, ale wiem, że Galaspiael chciałby tę sprawę doprowadzić do końca jak najszybciej. Była mu bliska i do tego długo wiernie służyła w gwardii.
– Czy zdajesz sobie sprawę jak bliska? – podchwycił.
Lin-Si na krótką chwilę zacisnęła usta.
– Niezbyt, ale wiem, że ją kochał.
– Kochał ją i to bardzo. Podejrzewam, że nadal ją kocha. Jego duch mógł ją nawiedzać, przez to powodując szaleństwo.
– W takim razie należałoby tam niezwłocznie iść. Jeżeli Kalena ma kontakt z Galaspiaelem...
– Obawiam się, że nawet jeżeli masz rację, nic by nam nie powiedziała. Próbowała mnie zabić, gdy byłem tam ostatnim razem. Proszę, nie idź tam dla własnego bezpieczeństwa. Mogłaby ci coś zrobić nawet nieświadomie. Przestała rozpoznawać kogokolwiek. 
– I to się dzieje przez ducha Galaspiaela?
– Podejrzewam, że próbuje on zabrać ją ze sobą do świata umarłych. Problem w tym, że jej ciało nadal żyje, a przez to dusza nie może go opuścić. Być może sama się na to zgodziła, ale nie była świadoma, że dojdzie do czegoś takiego, a Galaspiael, chociaż jest potężny, nie może jednak jej zabić. Jest więc rozdarta między dwoma światami.
– To straszne mój panie – odparła – zawsze przerażały mnie te kaitańskie opowieści o duchach, a teraz gdy mówisz że jedna z nich rozgrywa się na naszych oczach, czuję się poruszona do głębi. Czy możemy jej jakoś pomóc? 
– Mamy dwa rozwiązania. Moglibyśmy odpędzić od niej ducha Galaspiaela, wykonując specjany rytuał. Nie ma jednak gwarancji, że to przywróci jej jasność umysłu, a nawet jeśli, wtedy moglibyśmy go rozgniewać. Innym wyjściem jest zabicie jej. Wtedy będzie mogła wejść razem z nim do zaświatów. Wiem jakie to musi być przykre dla żony słuchać czegoś takiego.
– Sama radziłam mu jak zdobyć jej serce. Rozumiem że ją kocha nawet po śmierci.
– Dlatego też Kalena nie rozpoznała go na pogrzebie. Widziała jedynie ciało, które opuścił już duch. Poniekąd miała rację, to nie był już Galaspiael. Służyła wiernie, nie chcę więc jej torturować ani publicznie upokarzać. Wybiorę najmniej bolesną i najszybszą metodę. Moja królowo, gdyby był chociaż cień szansy, że uda się jej pomóc, bez ingerencji w sprawy duchowe, nie wahałbym się. Poświęciłem wiele lat na to, by opanować wiedzę o chorobach i jestem w stanie wyleczyć wiele z nich. Muszę jednak przyznać, że nie mam zbyt dużej wiedzy religijnej, ale nawet kapłani których rady zasięgnąłem byli bezsilni. Prawdopodobnie Kalena sama zgodziła się na to, co jej zaproponował, nie wiedząc z czym się to wiąże, inaczej nie miałby dostępu do jej duszy. Nie wiem co poszło nie tak, ale teraz ta dziewczyna bardzo cierpi, a możemy to zakończyć.
– Kiedy zamierzasz to zrobić?
– Dziś na pewno nie dam rady, a nie zamierzam zlecać tego komuś, kto mógłby tylko pogorszyć sprawę. Jutro, najwcześniej jak tylko się da zakończę to ostatecznie. 
– Dobrze – skinęła głową – dziękuję że poświęciłeś chwilę na wyjaśnienie mi tego.
Lin-Si usiadła przy toaletce i zajęła się dobieraniem biżuterii na wieczór. Kiedy przestała słyszeć kroki na korytarzu, zawołała do siebie Nailan.
– Jedź natychmiast do Yagn-Sho Powiadom Aymona i Rikkena, że muszą jak najszybciej przybyć do pałacu i uratować Kalenę.
Dziewczyna spojrzała na nią zaskoczona. 
– Wasza Wysokość, ale... Jesteś pewna?
– Można wiele złego powiedzieć o Galaspiaelu – Lin-Si uśmiechnęła się słabo – Ale wiem, że nigdy w życiu, ani nawet po życiu nie zrobiłby takiej krzywdy osobie, którą szczerze kochał. Samin kłamie.