czwartek, 13 lipca 2017

Rozdział 32 - Prawda

Po wysłuchaniu kapitana gwardii, Galaspiael wyraźnie się zmartwił, chociaż wszyscy sądzili, że poznanie tożsamości winowajcy go uspokoi.
– O ile wiem, ta dziewczyna była bardzo bliska Lin – powiedział – bo chodzi o tę rudowłosą, tak?
– Zgadza się Wasza Wysokość.
– Wiem która to. Zawsze wydawała się bardzo lojalna, czasem aż do przesady. Nie odchodziła na krok bez wyraźnego rozkazu.
– Została przekupiona – Kalena stuknęła palcem w leżące na stoliku pomięte kartki. – Lub zaszantażowana, w zależności jak to zinterpretujesz. Do ostatniego listu miała załączone pieniądze, za które kupiła truciznę, o wiele tańszą i mniej skuteczną niż powinna, jednak wciąż śmiertelną, gdybyś wypił cały kielich. Z tego co udało nam się wyczytać, znała się z Okiani Nawarinem już od roku.
– Czyli to on? – zmrużył wściekle oczy i wykrzywił ze złością wargi. – Nie przypuszczałem, że to jednak rzeczywiście okaże się być Okiani. Zacząłem już nawet podejrzewać, że to Sprzysiężenie kogoś wysłało przeciw mnie.
– Co zamierzasz zrobić panie? – zapytał Luko.
– A co twoim zdaniem mogę w tej sytuacji zrobić?
Pytanie pozostało bez odpowiedzi, ale  w głębi serca Kalena domyśliła się już wszystkiego i podejrzewała że inni też. Członkami Srebrnej Gwardii były prawie wyłącznie osoby należące do Stowarzyszenia Skrybów, a nawet tych kilku spoza organizacji znało prawo.
Galaspiael rozkazał wszystkim zjawić się w sali tronowej. Wszystkich lustrował uważnie spojrzeniem, śmiertelnie poważny, nie przypominający w tamtej chwili w ogóle siebie.
– Wybaczcie mi wczorajsze nagłe zniknięcie – zaczął – nasza królowa niestety nadal jest w głębokim szoku i nie może nam dziś towarzyszyć.
– Mamy nadzieję, że Jej Wysokości nie stało się nic poważnego – Aymon jako pierwszy miał odwagę się odezwać.
– Jest całkowicie zdrowa, jednakże świadomość, że jej życie było zagrożone była dla niej naprawdę przerażająca. Wiele przez to wycierpiała, a skłamałbym, gdybym powiedział że mnie to nie dotknęło.
Każde słowo wypełnione było wściekłością. Kalena stała obok niemal sparaliżowana strachem. Nie potrafiła spojrzeć na Galaspiaela, tak jak kiedyś nie mogła patrzeć na swojego właściciela. Bała się swojego przyjaciela i widziała, że inni też się go bali w tamtej chwili.
– Z tego co wiem twoja Srebrna Gwardia szybko wytropiła winowajcę – Samin przerwał gęstą ciszę.
– Tak. Z przykrością muszę powiedzieć, że osobą, która dopuściła się tej zbrodni jest jeden z was. Okiani, który kiedyś przysięgał bezwzględne posłuszeństwo – Galaspiael na moment przymknął oczy – Nawarinie, podejdź tu proszę.
Wysoki mężczyzna o śniadej cerze cofnął się słysząc swoje imię. Chciał uciec, ale Jun i Tashi przytrzymali go i siłą zawlekli na środek sali.
– Okiani Nawarinie, niniejszym zostajesz oskarżony o próbę otrucia króla i jego żony – Samin wystąpił krok do przodu – Masz czas, by przygotować się do procesu.
– To nie będzie konieczne – Galaspiael przerwał mu wstając – Wszystkie materiały dowodowe są tu.  Osobiście nie wlałeś trucizny do mojego kielicha, ale wykorzystałeś do tego niewinną dziewczynę! Omotałeś ją i zmanipulowałeś, bo sam nie miałeś odwagi tego dokonać – odwrócił się i usiadł z powrotem – mógłbym chociaż znać powód, dla którego stałeś się zdrajcą?
– Wasza Wysokość, nie jesteś dla mnie wrogiem – zaczął powoli – Uwierz, gdybyś był kimkolwiek inny, ja pierwszy broniłbym twojego życia.
– Patrz mi w oczy, gdy do mnie mówisz! Służenie obcym panom nie zwalnia cię z etykiety!
– Wybacz mi królu – wychrypiał osuwając się na kolana – nie mogę powiedzieć, że nie żałuję, ale też nie jest mi do końca przykro. Sam wiesz, że chciałem to zrobić i gdybym dostał kolejną szansę, to na pewno powtórzyłbym swój czyn.
– Tak więc żadnej skruchy... mogłem się domyślić. W związku z tym skazuję cię na karę śmierci za zdradę.
Kara śmierci. Po raz pierwszy w życiu wydał taki wyrok. Znała jego zupełnie inną stronę, wydawanie takich wyroków po prostu do niego nie pasowało. Widziała, że wiele go to kosztowało, wydawał się zdruzgotany faktem, że był zmuszony podjąć taką decyzję. Okiani Nawarin został wyprowadzony. Nie krzyczał, nie szarpał się, wyglądał na pogodzonego z losem
– Czy ktoś z was uważa, że to niesprawiedliwa kara? – zwrócił się do pozostałych. Nikt nie wyraził sprzeciwu.
– Nie ma usprawiedliwienia dla takiego czynu – oświadczył Aymon – postąpiłeś słusznie.
– Kaleno, nie zdążyłem ci wczoraj podziękować – spojrzał na nią i uśmiechnął się – Gdyby nie twoja wczorajsza szybka interwencja, nie byłoby mnie tu dzisiaj. Jestem wdzięczny, zarówno tobie jak i Zarkinowi. Jeśli jest coś, co mogę zrobić dla ciebie, by się odwdzięczyć, nie wahaj się o to prosić.
– Nie brakuje mi nic, panie – zaczęła, zastanawiając się co może mu powiedzieć – jest jedna sprawa, o którą chciałabym prosić, ale nie tutaj jeśli mi wolno.
– W takim razie będziesz musiała zaczekać do jutra, dzisiaj czeka mnie dużo pracy.
– To nie jest nic bardzo ważnego, mogę zaczekać – odparła.
– Dobrze. Wczoraj, zanim zostałem otruty, miałem opowiedzieć wam o czymś, co ostatnio wpadło mi do głowy. Długo się nad tym zastanawiałem i sądzę, że jest to możliwe do zrealizowania.
– Nie powiedziałeś jeszcze co mój królu. – powiedział niski Okiani, którego Kalena nie zauważyła wcześniej. W oczach Galaspiaela pojawiły się dobrze jej znane iskierki. Sama była ciekawa, co za pomysł chce przedstawić.
– Czy nie uważacie, że Stowarzyszenie Skrybów powinno bardziej dzielić się zasobami, jakie posiada? Organizacja, która powstała, by każdy człowiek miał równy dostęp do wiedzy, całkowicie zamknęła się na świat zewnętrzny. Rzeczywiście, można tam spotkać przedstawicieli wszelkich klas społecznych, ale dopóki ktoś nie wstąpi w szeregi tej grupy, nie otrzyma dostępu do niczego. Wiem że wielu z was, a także liczni członkowie waszych rodzin, mogliby zdobyć wykształcenie, jednak nie chcieli lub nie mogli związać się z jedną bądź drugą organizacją. Jest to zrozumiałe, ciężko znaleźć mistrza, który poświęciłby wam rok swojego życia i wprowadził w Stowarzyszenie. O ile mi wiadomo Sprzysiężenie Sprawiedliwych funkcjonuje na trochę innych zasadach, ale tam nawet członkowie madegaldzkiej rodziny cesarskiej nie mają dostępu do pełnych zasobów, a obce pochodzenie potrafi przekreślić  szanse na otrzymanie wyższych stanowisk – urwał i nabrał powietrza – chciałbym zaproponować inne rozwiązanie czyli szkołę powszechną. Jak na razie tylko dla dzieci szlacheckich, ale plany są o wiele większe. Trzy albo cztery lata darmowej nauki wszystkich niezbędnych sztuk.
– Szkołę pod jaką organizacją? – dopytał ktoś
– O to chodzi, że pod żadną. Pisać czytać i liczyć na przyzwoitym poziomie powinien każdy człowiek. Później, jeśli zechce będzie mógł kontynuować naukę gdzie mu się spodoba.
– Może po prostu zatrudnimy Skrybów do tego?
– Do czego?
– Do czytania i pisania. Jeśli przestaną ukrywać się z przynależnością, mogą zrobić coś pożytecznego.
– Arimanie, nie mówisz poważnie? – Galaspiaelowi zadrżały kąciki – Stowarzyszenie to międzynarodowa  organizacja, nawet ja nie mam władzy pozwalającej mi zmienić jej zasady. Przemyślcie jednak pomysł z Akademią, moim zdaniem jest bardzo dobry i nie zamierzam z niego zrezygnować zbyt łatwo. Kiedy już wejdzie w życie, wezmę pełną odpowiedzialność za roszczenia obu grup,
*
Kalena wymknęła się, wdzięczna że Tashi zgodził się ją zastąpić. Zeszła do lochów niespostrzeżenie. Były o wiele większe niż przypuszczała, ale znalezienie celi Nawarina nie stanowiło problemu.
– Zostawcie nas na moment – rzuciła do strażników. Popatrzyli na nią sceptycznie, ale jednak odeszli. Każdy członek Srebrnej gwardii był traktowany przez zwykłą straż jak ktoś wyższy stopniem.
– Okiani Nawarinie? – zawołała opierając dłoń na zimnej kracie – Pokaż się!
– Czyżby król zmienił zdanie co do mnie? – spytał kpiąco.
– Nie. Może jednak zmieni zdanie, gdy powiesz mi kto kazał ci go zabić. – było to oczywiste kłamstwo i nie zdziwiła się, że nie uwierzył.
– Tylko królowa mogłaby to zrobić. Wątpię że by chciała, nawet gdybym opowiedział ci o wszystkim. Zresztą i tak byś mi nie uwierzyła, sam nadal nie wierzę w to, co się wydarzyło.
– A co się wydarzyło? Ktoś ze Sprzysiężenia ci kazał?
– Nie...
– Cesarz?
– Nie – odpowiedział teraz już lekko zirytowany – przestań zgadywać głupia dziewczyno! Nic ci nie powiem!
– Jestem bliżej z Galaspiaelem, niż może się wydawać. Mogę go przekonać, by kara była jak najmniej bolesna i hańbiąca... i żeby nic nie robił twojej rodzinie.
– Kazał ci tu przyjść, co? Nie wierzę w żadne twoje słowo.
– Nikt mi nie kazał. Właściwie to nie powinno mnie tu być, mogę zostać za to ukarana. Po prostu chcę wiedzieć.
– Przykro mi, niezbyt opłaca mi się mówić. Nie zmienia to mojej sytuacji ani trochę, tak czy inaczej zginę.
Prychnęła dając upust irytacji i usiadła ze skrzyżowanymi nogami. Byli bardzo blisko siebie, zaledwie kilka kroków. Dzieliła ich tylko krata.
– Skąd wiesz, że ci nie uwierzę? Widziałam już takie rzeczy, o których sądziłam że istnieją tylko w legendach. Nawet jeśli to jakiś duch ci kazał, uwierzę – uśmiechnęła się, gdy drgnął niespodziewanie. – Zgadłam! Tym razem zgadłam, to był duch! Teraz możesz mi już opowiedzieć wszystko, skoro tyle wiem.
Nawarin chwycił pochodnię rozświetlającą jego celę i rzucił w jej stronę. Odbiła się od krat i wylądowała na kamiennej posadzce. Kalena nawet się nie uchyliła.
– Nie udało ci się to. W życiu bałam się naprawdę wielu rzeczy, ale ognia nigdy. W ten sposób bardziej zachęcisz mnie do zostania tu, niż stąd wypędzisz.
– Głupia dziewucha. Już lepiej zabij mnie wcześniej!
– Gdy byłam w Zakazanej Strefie, spotkałam ducha dawnego Galaspiaela... to znaczy Gyeula. Teraz tak się nazywa i mieszka tam od czasu wielkiej wojny. Jest przerażający i ma olbrzymią moc. Kontroluje wszystko w Zakazanej Strefie.
– Widziałaś go?
– Na własne oczy! Zaatakował mnie nawet, myślałam wtedy, że tam umrę.
W oczach mężczyzny pojawiła się mały promyk nadziei, który jednak zgasł bardzo szybko.
– Nie sądzę, że ktoś uwierzy w to by przodek króla chciał go zabić. Przecież to niemożliwe, to śmieszne!
– Już raz taka sytuacja miała miejsce. Na twoim miejscu nie trzymałabym tego w tajemnicy, Galaspiael może nawet zmienić zdanie. Sama nie wiem dlaczego kazał ci go zabić, skoro potrzebuje go żywego jeszcze przez kilkanaście lat. Postaram się cię uratować Okiani, choć niczego nie obiecuję.
*
Wieczorem nikogo nie było w pałacowym ogrodzie. Zarkin snuł się bez celu, w ogóle nie czując potrzeby robienia czegokolwiek pożytecznego.
W pewnej chwili usłyszał czyjś głos, tak bardzo podobny do głosu Mei, że aż podskoczył w miejscu. Nikogo jednak nie zobaczył, aż nie wszedł do wiśniowej alejki. Wtedy po raz pierwszy zobaczył Nailan.
Siedziała wśród kilku innych służących, całkowicie je przyćmiewając. Kiedy go zauważyła, pomachała wesoło, jakby znali się już od dawna. Zachęcony tym gestem podszedł bliżej.
– Zgubił się pan? – zagadnęła.
– Odpoczywałem tylko. Należy mi się po tym wszystkim.
– To Zarkin ze Srebrnej Gwarii – powiedziała drobna blondwłosa, dziewczyna – ten który truje ludzi.
– Nie tylko truje, czasami też odtruwa – poprawił ją – to ja ocaliłem króla.
– Pan Zarkin, który truje i czasami odtruwa ludzi. Miło mi pana poznać, jestem Nailan.
– Zastanawiam się, dlaczego nie spotkałem pani wcześniej. Gdzie ja miałem oczy?
Dziewczyna spojrzała na niego z politowaniem.
– Nie zauważył pan jeszcze, że słudzy Jej Wysokości są oddzieleni od was? Przyjechałyśmy z Velikanii niedawno, nie opanowałyśmy jeszcze kagolańskiego.
– Velikański i kagolański są bardzo podobne – płynnie przeszedł na jej ojczysty język, na co zareagowała kiwając głową z uznaniem. – Kiedyś Kagolania i Velikania była jednością.
– Wiem o tym. Miło będzie porozmawiać z kimś w naszym języku. Ale to później, teraz musimy wracać do pracy.
– Oczywiście. Królowej pewnie brak tak wspaniałej osoby przy boku. – ukłonił się – do widzenia Nailan.
Odprowadził ją wzrokiem aż zniknęła w bramie wejściowej. Wtedy usiadł na miejscu, w którym jeszcze czuć było zapach jej perfum i westchnął głęboko.
*
Galaspiael zawołał Kalenę następnego dnia rano. Poprosił, by zaczęła wykonywać kopię wykradzionej księgi, którą oboje postanowili przeczytać. Kiedy opowiedziała mu, czego dowiedziała się następnego dnia, obiecał wziąć to pod uwagę, jednak nie było do końca jasne, czy zmienił zdanie.

Kiedyś zaklinanie ograniczone było tylko do czterech żywiołów. Dziś jednak wiemy, że człowiek jest w stanie zaklinać wszystko, nad czym może sprawować normalną kontrolę. Sztuka ta została porzucona po wielkiej wojnie i zakazana w Wiekim Cesarstwie Madegaldu, Sekanii a także Kagolanii... Przerwała czytanie na głos i popatrzyła na Galaspiaela. Pokiwał głową.
– Prawnuk Gyeula oddał ostatnie zwoje dotyczące tej sztuki w ręce Sprzysiężenia i zgodził się na ich warunki – kiwnął głową. – Co tam jest dalej?
– Same głupoty, o których wcześniej ci mówiłam. Autor pomylił się o jakieś pięćset lat z historią Kagolanii.
– Bo to nie jest oryginalny autor tego dzieła. Prawdziwa przedwojenna wersja jest pewnie w jakimś archiwum Sprzysiężenia, o ile nie została zniszczona. Wersja którą trzymamy to wykradziona i pozmieniana kopia. Sprzysiężeni często walczą ze sobą o wiedzę i wyższe stanowiska, często przypisując sobie autorstwo niektórych ksiąg. Możesz pominąć fragmenty o historii, nie o to nam chodzi.
– Kiedyś mówiłeś, że nie wolno pomijać żadnych słów.
– Wtedy uczyłaś się pisać, dlatego tak powiedziałem. Pokaż mi – wyciągnął rękę. Otworzył księgę na stronie, gdzie nie było już komentarzy Kaleny.
Sztukę tę są w stanie opanować zarówno mężczyźni jak i kobiety. Nie wiadomo dokładnie co decyduje o tym, jakim elementem człowiek będzie mógł władać, jednak udowodniono, że to przedstawiciele świętych dynastii posiadają najpotężniejszą moc... widzisz? Jest dokładnie tak jak myślałem. Nie ma żadnych boskich przodków, ludzie którzy tu przyjechali kilka tysięcy lat temu mieli po prostu potężnie rozwinięty talent zaklinania żywiołów. Zwykli poddani nie rozumieli co się działo i zaczęli ich czcić. A po latach, gdy zaklinać nauczyli się już wszyscy, legenda pozostała. Na wszystko jest logiczne wyjaśnienie, nie ma na tym świecie żadnej magii.
– Czytaj dalej! – ponagliła go. – Zdążyłam już wszystko zapisać.
Zaklinanie można nazwać kontrolą na dużo głębszym poziomie. Jest to bardzo piękna i niebezpieczna sztuka, jeśli nie zostanie prawidłowo opanowana. Człowiek wykorzystuje do niej energię życiową, którą posiada w ciele. Energia ta, jeśli jest silna może połączyć się z energią elementu, któremu da się wtedy narzucić swoją wolę. Wymaga to jednak olbrzymiego skupienia. Podczas ćwiczeń nie należy zapominać, że w ten sposób pozbywamy się czegoś niemal tak ważnego, jak powietrze czy woda. Jeśli wykorzystamy zbyt wiele swojej energii życiowej, na przykład podczas walki, wtedy ciało przestanie funkcjonować.
– Bez sensu – stwierdziła.
– Nie całkiem. Mówiłem ci, że raz użyłem swojej mocy, choć nie byłem jej wtedy w pełni świadomy. Jest dokładnie jak tu napisano. Wysłałem zbyt potężną falę, która co prawda zraniła Gyeula, ale mnie samego także powaliła.
– Skąd wiedziałeś co robić i co potrafisz zaklinać?
– Nie miałem pojęcia co robię, to był właściwie akt rozpaczy – przyznał –  jakoś po prostu przyszło mi to nagle do głowy. Zanim zaczniemy się tego uczyć, musimy jeszcze rozgryźć, co możesz zaklinać swoją energią.
– Nie chcę cię zniechęcać, ale wiesz – uśmiechnęła się krzywo – byłam niewolnicą. Nie sądzę, żebym miała jakąkolwiek moc. To z pewnością dziedziczne, ty masz większe szanse ze swoimi potężnymi przodkami. Będę ci pomagać rozwinąć talent.
– A ja tobie znaleźć swój. Będzie o wiele zabawniej uczyć się tego razem. Mieć własne tajemnice przed całym światem... Nie chcesz?
– Niedługo zacznę treningi z Junem, będę dalej zajmować się kagolańskim dynamitem, do tego jeszcze praca w gwardii, a teraz to. Jakiej energii życiowej mam używać, skoro przychodzę do domu w środku nocy i jestem wykończona? A jakiej energii ty użyjesz? – urwała, bo zdała sobie sprawę, że krzyczy na niego. – Jeszcze ta sprawa z Nawarinem, akademia, zakazywanie niewolnictwa, a wiem że przy obiedzie opowiadałeś Okianim o czymś jeszcze. Wykończysz się!
Siedzieli długo w milczeniu, aż chciała w pewnym momencie go przeprosić, choć nie sądziła że jej słowa były obraźliwe.
– Wybacz mi. Naprawdę zapominam się czasami. Kiedy będziesz chciała odpocząć, po prostu mi powiedz. – oświadczył spokojnie – Nie będę zły z tego powodu, a nawet mogę porozmawiać z Junem, by dał ci więcej wolnego.
– Może sam też byś odpoczął? Od koronacji narzuciłeś sobie tyle obowiązków, że niedługo pogubisz się we wszystkim. Doprowadź choć jedną sprawę do końca, dopiero później realizuj inne pomysły. Masz czas.
– Wiem! – przerwał – Zrobię przerwę niedługo, tylko dokończę parę spraw... Nie porównuj tego co było przed koronacją, to zupełnie co innego.
– A co się zmieniło od tego czasu? – Kalena wstała i położyła mu ręce na ramionach. – Dlaczego teraz musisz zapracowywać się niemal na śmierć?
 – Bo ja... chcę udowodnić, że jestem godzien być królem. – odwrócił twarz, gdy chciała go pogłaskać – Ty nigdy nie miałaś na głowie całego państwa, Nie zrozumiesz tego.
– Nikt nie wątpi, że zasłużyłeś na koronę. Nie musisz nic udowadniać.
– Muszę samemu sobie. Dlatego to robię. Dlatego tak ciężko pracuję, bo chcę w końcu uwierzyć, że się nadaję. – Galaspiael zacisnął usta i wziął głęboki oddech. – jedna część mnie każe mi abdykować, inna wie, że gdybym to zrobił, tylko udowodniłbym sobie i wszystkim, jak bardzo beznadziejny jestem. Praca sprawia, że czuję się potrzebny, odpoczynek to dla mnie tortura, więc go unikam. Nie mów o tym nikomu, dobrze? Nie chcę żeby ktokolwiek wiedział, że mam jakieś kłopoty, sam muszę to rozwiązać ze sobą.

1 komentarz:

  1. Mało mi nadal. Czekam na kolejnego Washara.

    OdpowiedzUsuń