piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 17 - Zakazana Strefa cz.1

    Kiedy zapowiedziano dodatkowy trening w Zakazanej Strefie, z początku wszyscy byli sceptycznie nastawieni. Jednak perspektywa opuszczenia choć na chwilę murów Yagn-Sho była naprawdę kusząca. Mistrz Rikken powiedział oczywiście, że jeśli będą chcieli, mogą zostać w kwaterze, ale nikt nie zrezygnował.
    Galaspiael wrócił dwa dni wcześniej i od razu pochwalił się Kalenie, jakie postępy uczynił w odcyfrowywaniu receptury. W liście, który jej wysłał poprosił o przeprowadzenie "małego" eksperymentu, przez który dziewczyna zniszczyła większość pokoju w którym trzymał swoje rzeczy, w tym też dziennik. Właśnie to miejsce wydawało jej się najbardziej odpowiednie, ze względu na to, jak rzadko ktokolwiek tam bywał.
    – Wielcy przodkowie, jak tutaj cuchnie! – wykrzyknął wchodząc tam, by obejrzeć efekty jej pracy. – Tu się idzie udusić!
    – Byłam naprawdę ostrożna, przyrzekam. Przestrzegałam ściśle twoich instrukcji, nie może być mowy o pomyłce... Naprawdę chciałam pomóc.
Galaspiael usiadł zrezygnowany na podłodze.
    – Pomogłaś. Uświadomiłaś mi, że idę złą drogą od dłuższego czasu. Tylko nie mam pojęcia, co zrobiłem źle... Może chodzi o proporcje? Chociaż nie, pewnie źle odczytałem nazwę jakiegoś składnika... Nie mogłaś napisać i uprzedzić? – krzyknął na nią, dający upust swojej irytacji. 
     – Kazałeś mi pod żadnym pozorem nie odpisywać – przypomniała mu – "Bo ryzyko, że ktoś przechwyciłby wiadomość jest znikome, ale jednak istnieje", pamiętasz?
    – Mówiłem coś takiego? – Galaspiael potarł dłońmi twarz i kiwnął potakująco – Pamiętam już. A zresztą, nieważne już. Nawet gdybyś mi o tym napisała, nic by się nie zmieniło. Zbieraj się Kaleno, dzisiaj czeka cię pracowity dzień. Jeszcze raz poproszę cię o przysługę. Chcę, żebyś  zakazanej strefie poszukała wodnego nefrytu.
    Cała uwaga dziewczyny była teraz skupiona na sprawdzaniu czy skórzany pasek, do którego przyczepiony był futerał z am-shen, jest dobrze zapięty. Dopiero po chwili dotarło do niej, czego ma szukać.
    – Jesteś pewien, że chodzi akurat o wodny nefryt?
    – Absolutnie – książę rzucił notatki, które przyniósł ze sobą na stolik i zaczął im się pobieżnie przyglądać. Wybrał jedną kartkę, a następnie szybko ją podarł. – Spotkałaś się już kiedyś z tą nazwą?
    – Tak... W tej książce z baśniami, którą mi dałeś. Nie sądziłam że coś takiego rzeczywiście istnieje.
    – Według naszych madegaldzkich braci owszem. Ja też na początku sądziłem, że ten "wodny nefryt" musi stanowić jakąś formę przenośni. W końcu zacząłem sądzić, że cała receptura jest zapisana pewnym rodzajem szyfru, który tylko nieliczni potrafią zrozumieć... Ale jeśli by tak było, zamiennik który dałem zadziałałby. Swoją drogą to niesamowite, że dałaś radę zapamiętać taki drobny szczegół.
    – Zapamiętuję większość tego, co przepiszę. Nie wiem dlaczego tak się dzieje.
    – Niektórzy tak mają. Kiedy stworzysz już wystarczająco dużo kopii, wszystko zacznie się mieszać i zacierać. Jednak życzę ci, żebyś zachowała tę umiejętność jak najdłużej. To bardzo przydatne. Gdybyś zrobiła kilka kopii tej samej książki, mogłabyś je później sprzedawać i w ten sposób zarabiać na życie, a wszystko i tak zostałoby w twojej głowie
    – Sprzedawać książki? – Kalena przypomniała sobie samozwańczych Poszukiwaczy, których kiedyś jej pokazał. – Niby komu?
    – Bogaci sekanijscy kupcy często posiadają własne biblioteczki. Ich córki i dziewczęta ze szlachetnych rodów taktują przyozdobione i elegancko napisane książki jako coś w rodzaju ozdoby.
    – Nie czytają? Co w takim razie robią?
    – Większość czyta, choć w Sekanii wykształcona kobieta budzi lęk i niechęć. Dlatego się z tym kryją.
    Wyszli oboje na korytarz, a Galaspiael zamknął drzwi na klucz. Chwycił klamkę i sprawdził czy nie da się dostać do środka używając siły.
    – To interesujący kraj – stwierdziła po chwili milczenia – Dlaczego wykształcona kobieta budzi lęk, a mężczyzna już nie?
    – Bo kiedy kobieta jest wykształcona może chcieć na przykład dyskutować z mężem, zamiast biernie poddawać się jego woli. Tak to sobie tłumaczą, ale ja myślę że chodzi o coś innego. Co ciekawe tam też działa Stowarzyszenie Skrybów, o wiele bardziej tajne i szkolące tylko kobiety... Też uważam, że to interesujący kraj. Powinniśmy się kiedyś tam wybrać.

    W Zakazanej Strefie uczniowie mieli przede wszystkim poćwiczyć zwinność i spostrzegawczość. Był to pewien rodzaj gry terenowej, gdzie dostawało się punkty, za jak najszybsze odnalezienie i dostarczenie czegoś wcześniej określone miejsce. Każdy wcześniej został dokładnie poinstruowany, czego ma szukać. Prawie wszyscy wylosowali zioła, jedynie Nemina miała za zadanie odnaleźć źródełko i zaczerpnąć z niego wody.
    Ten dzień był wyjątkowy, ponieważ po raz pierwszy uczniowie mieli zabrać ze sobą broń. Nie była jeszcze ich własna, bo ją mieli otrzymać dopiero po zakończeniu szkolenia, jednak samo fakt posiadania shen przy pasku wyzwalał w nich poczucie dumy.
    Książę zaczął uczyć Kalenę jazdy konnej i przez to oboje zostali mocno w tyle. Tessale wypominał im później, że popsuli szyk, na co Galaspiael odpowiedział stwierdzając dziecinnie, iż jeden szpieg mniej lubi więcej nie czyni dużej różnicy.
    Zakazana strefa na wszystkich mapach, jakie widzieli uczniowie była zaznaczana jako teren całkowicie porośnięty gęstym lasem. Wchodząc do tego miejsca łatwo można było odnieść wrażenie że jest tak w rzeczywistości. Tak naprawdę była ona podzielona na dwie nierówne części. Las, który później przechodził w zielone pole otaczał serce tego miejsca, czyli ruiny stolicy dawnego cesarstwa. To właśnie tam narodziła się Kagolania. Mimo że poszukiwacze wynieśli stamtąd mnóstwo rzeczy, nadal można było napotkać pamiątki po dawnych latach. Jeśli tylko wiedziało się jak szukać.
    Najpierw wszyscy pomagali przy rozbijaniu prowizorycznego obozu. Zatrzymali się na polanie przypominającej lej. W samym środku było coś na kształt małego jeziorka. Było to jedno z niewielu miejsc, które były całkowicie pozbawione wartości dla Poszukiwaczy. Nie zapuszczali się w tamte tereny, bo wiedzieli, że nie znajdą tam nic wartościowego.
Galaspiael wziął Kalenę na stronę i dyskretnie wręczył jej małe pudełeczko.
    – Nie będę miał pretensji, jeżeli nic nie znajdziesz. Najważniejsze ma być dla ciebie wykonanie zadania, a nie pomaganie mi. Powodzenia i obyś szybko wróciła.
    – Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby znaleźć to, o co prosiłeś – Kalena ukłoniła się w typowy sposób, w jaki uczniowie kłaniali się swoim nauczycielom, ale nie udało jej się długo utrzymywać powagi. Odbiegła i dołączyła do grupy zebranej wokół mistrza Rikkena.
    – Słuchajcie! – zaczął – Poszukiwań nie będziecie prowadzić tutaj. Wszyscy wchodzicie do lasu, jasne? Każdy z was ma wyznaczony inny cel, więc możecie pracować solo. Wiem jednak z doświadczenia, jak wygląda taka praca, dlatego żebyśmy nie musieli zostawać tutaj na kilka tygodni i szukać pojedynczych maruderów, radzę iść grupami. – zrobił krótką przerwę – Jeśli ktoś zbierze wszystko, co ma na swojej liście, zostanie mu tylko powrócić tutaj i odmeldować się. Nie przyjmujemy tłumaczenia o kradzieży, macie pilnować tego co znaleźliście.
    – ...A grać czysto już nie musimy? – zapytał Seth cicho. Zarkin odwrócił się do niego pogardliwie i prychnął ze złością.
    – W prawdziwej walce nikt nie będzie grał wobec ciebie czysto – mruknął – poza tym od kiedy to madegaldczycy są takimi stróżami moralności?
    – Tylko że to nie jest walka – wtrąciła się Kalena – To mało ważna gra.
    –  Lekcje w terenie to obowiązkowy etap szkolenia. Egzamin końcowy też według ciebie jest mało ważny, bo będzie trwał parę godzin? – Zarkin skinął na Mei i ostentacyjnie odwrócił się od nich plecami – Powodzenia! Przyda wam się z takim nastawieniem.
Nikt jeszcze nie domyślał się, że dziewczyna, którą zabrał ze sobą jest jego niewolnicą, a on nie zamierzał się tym chwalić. Postanowił po raz pierwszy to wykorzystać.
    – Trzymaj! Zobaczymy czy się na coś przydasz. Moim zdaniem to głupota chodzić w grupie, lepiej działać solo.
    – Ale... – zaczęła niepewnie Mei – Przecież będziemy razem. Ja będę pomagać. Więc dlaczego "solo"?
    – Bo nie jesteś uczennicą, dlatego cię nie policzyłem.
    – Rozumiem. Jeśli mam być szczera, to wolałabym dostać jakieś inne zadanie. Nie jestem dobra w przemieszczaniu się w takim terenie. Biegam bardzo powoli i zupełnie nie potrafię się schować.
    – To nie będzie konieczne  – chłopak pociągnął ją kilka kroków dalej, gdy zobaczył, że Jin-Si idzie w ich stronę i zaczął mówić ciszej – Ty skoncentrujesz się na szukaniu, a ja będę cię bronił. Jeśli Mizarowi przyjdzie do głowy odebrać mi znalezisko, to logiczne że zaatakuje mnie.
    – W końcu to twoje zadanie, prawda? Będzie myślał że ty je wykonałeś.
    – Dokładnie. Tylko nie myśl sobie, że będziesz mogła uciec. Mam cię cały czas na oku! Idziesz?


    – Wiesz co? – po krótkim spacerze Seth na powrót odzyskał dobry humor – Zastanawiam się czasami, co zrobią Poszukiwacze, kiedy już wyprzedadzą wszystko stąd. U nas, w Madegaldzie działa gildia Poszukiwaczy, nawet dość liczna. Uważają, że to co znajdzie się tutaj jest wyjątkowo cenne, ale jeśli się skończy, to nie stanie się nic złego. Ludzie w Madegaldzie nie podróżują, ale lubią zagraniczne towary. Tylko mało kto kupuje u poszukiwaczy, wolą raczej zwykłych kupców.
    – Chyba wszędzie na świecie Poszukiwacze to tacy zdziercy – skwitowała Kalena – Ale prawda jest taka, że tego, co oni sprzedają nie dostanie się nigdzie indziej.
Szli dalej, a głosy ich rówieśników stawały się coraz cichsze aż w końcu w ogóle przestali je słyszeć.
    Jin-Si z początku trzymała się blisko Ketego i Li, ale kiedy natknęła się na Kalenę i Setha, postanowiła dołączyć do nich.
    Li był bliskim kolegą Mizara i tak samo, jak Kete pozostawał pod jego silnym wpływem. Już od dawna ten chłopak pozostawał niekwestionowanym liderem ich grupy. Był charyzmatyczny i pomysłowy, a ponadto potrafił doskonale walczyć. Nie odnosił się już do Kaleny tak niechętnie, jak na samym początku ich znajomości, ale też nie byli bliskimi przyjaciółmi. Kiedy zaczęła wywyższać się ponad grupę, robił wszystko, by sprowadzić ją z powrotem na ziemię, ale po jej przeprosinach przestał w ogóle zwracać na nią uwagę. Pozostali na powrót zaczęli odnosić się do dziewczyny przyjaźnie i jeśli była w nich niechęć, to głęboko ukryta.
    Kalena nie była wyjątkiem, bo traktowano w ten sposób każdego, kto robił coś, zdaniem grupy niewłaściwego. Zarkin naraził się mocno przez rywalizację z Mizarem i swoją roszczeniową postawę. W przeciwieństwie do Kaleny nie zamierzał jednak nikogo przepraszać.
   
    Tak naprawdę nikomu nie spieszyło się z wykonaniem zadania i powrotem do obozowiska. Wszystkie grupy wcześniej lub później zrobiły przerwę. Nikomu nie było spieszno by powrócić, a nowe nieznane miejsce kusiło swoją tajemniczością.
    – Co ty zbierasz? – zapytała Jin-Si Kalenę, która od paru minut klęczała na ziemi i wybierała starannie białe liście, rosnące w najniższej warstwie ściółki.
    – Z tego później robi się masę papierową. Jednak z tego co wiem, to nie one są sekretem wytrzymałości. Galaspiael obiecał, że pokaże mi w jaki sposób przygotowuje się ten nasz papier.
    – Chciałbym się dowiedzieć, co trzeba tam dorzucić, by był taki odporny na wszystko – powiedział Seth – Kiedyś kilka kartek wpadło mi do wody. Po wysuszeniu nie dało się poznać, że coś się stało. Mój mistrz do tej pory się o tym nie dowiedział... – urwał na chwilę i wyjął ze swojego pudełeczka kartkę z instrukcją jak wykonać swoje zadanie – Co to ma być? Istnieje w ogóle coś takiego jak krwista lilia?
    – Tak – odpowiedziała sennym głosem Jin-Si – Naprawdę kazali ci to odszukać? To zwykłe zielsko, pełno go tam, gdzie jest wilgotno. Ten kwiatek nie jest ani ładny, ani pachnący, ani przydatny w żaden sposób.
    –Wbrew pozorom to nie kwiaty są najcenniejsze, ale liście.  – Kalena przywołała w myślach kilka wspomnień – Namia potrafiła robić pyszną zupę z krwistych lilii.
    – Kto? – zainteresowała się księżniczka
    – Moja... właściwie nie wiem, jak mam ją określić. Zastąpiła mi matkę i opiekowała się mną do czasu, gdy mnie zabrano. Ale nie byłyśmy spokrewnione, z tego co mi wiadomo.
    Nagle zerwał się wiatr, tak silny, że ledwo mogli utrzymać się na nogach. Najdziwniejsze było jednak, że korony drzew pozostały nieruchomo, pomimo że oni czuli jak potężna masa powietrza pędzi z zawrotną prędkością.
Dziwne zjawisko ustało po kilkunastu sekundach i znów zrobiło się cicho. Wtedy poczuli coś jeszcze bardziej osobliwego. Pojawił się nowy rodzaj energii.
    – Ale to dziwne – Jin-Si podniosła się i wyjęła kilka liści z włosów – Mam takie wrażenie, że powinnam być w całkowicie innym miejscu.
    – Też to czuję – Kalena zacisnęła pięści – To nieprzyjemne. Chodźmy, nie podoba mi się tu!
    – Nie możemy teraz wrócić! – zaprotestował Seth, gdy zobaczył w jakim chcą iść kierunku – Opanujcie się, przecież nic się wam nie stało. To może być zwyczajne zjawisko tutaj. Skupmy się na poszukiwaniach i nie zapominajmy o zdrowym rozsądku.
    – A jeśli ktoś nas zaatakuje? – Jin-Si zaczęła rozglądać się nerwowo.
    – W końcu te lekcje walki na coś się przydadzą. Poradzimy sobie, tylko trzymajmy się razem.
    Jego słowa nie działały zbyt przekonywająco, ale w  końcu to ciekawość i chęć dokończenia zadania zwyciężyły nad lękiem. Szli dalej, aż w końcu dziwne uczucie całkowicie ich opuściło. Drzewa nie rosły już tak gęsto i gdzieniegdzie wpadały promienie słońca.
    W pewnej chwili zauważyli, że pod stopami mają twardy, stabilny grunt, który wydawał się być czymś w rodzaju ścieżki.
    – Jak myślicie, co tędy chodzi? Zwierzęta czy ludzie? – Sethowi oczy rozbłysły niezdrowym blaskiem – Powinniśmy to zbadać!
    – Zdecydowanie ludzie – odpowiedziała Kalena, która teraz wysunęła się na przód – Tutaj już droga się rozszerza, na pewno nie wydeptały jej zwierzęta. To pewnie Poszukiwacze.
    – To na pewno oni! – przytaknęła Jin-Si – Bo właściwie kto jeszcze się tutaj zapuszcza?
    – Istoty które tu żyją? – Seth wyjął swoje am-shen i kilka razy obrócił ostrze – Xiangea istniała, więc jej stolica też musiała istnieć. Coś, co się tam zagnieździło na pewno wychodzi sobie spacerować.
    – Tak więc na końcu tej drogi powinno być serce Zakazanej Strefy. Opuszczone miasto.
    – Nie obraź się Kaleno, ale twój mistrz musi się naprawdę dziwnie czuć w tym miejscu... Idziemy? – chłopak nie był już tak pewny siebie, jak wcześniej.
    – Nie wiem czy mam ochotę zwiedzać opuszczone miasto – mruknęła Kalena. – Chociaż właściwie, nic nam chyba nie szkodzi...
    – Oszaleliście oboje? Niby dlaczego to się nazywa "zakazana strefa"?
    – Właśnie o to chodzi, że nie wiemy dlaczego. Znamy to miejsce tylko z legend, a co jeżeli połowa z tego co o nim opowiadają, to kłamstwa? Może tak naprawdę niepotrzebnie się boimy? Pomyśl, to mogłoby być historyczne odkrycie!
    – Gdyby tu było co odkrywać, już dawno zająłby się tym ktoś mądrzejszy. Jeśli ktoś się dowie, że tam weszliście...
     – Nikt się nie dowie, chyba że komuś powiesz – Seth przerwał jej stanowczo – Przecież zamierzamy tylko sobie popatrzeć, a nie zostać tam na stałe. Poza tym, mistrzowie zabierając nas tutaj musieli wziąć pod uwagę, że jakiś uczeń pójdzie zbyt daleko i trafi do tego miejsca. Są świadomi, że może się tak stać, ale najwidoczniej nie uważają tego miejsca za tak niebezpieczne, byśmy nie mogli sobie z nim poradzić. Podstawowe szkolenie to mało, ale najwyraźniej wystarczająco, by móc się tutaj obronić.
    Kalena także nabrała ochoty, by wyciągnąć broń, ale zdecydowała, że poczeka aż nadejdzie odpowiedni moment. Ktokolwiek lub cokolwiek mieszkało tutaj, najprawdopodobniej odbierało uzbrojonych ludzi, jako zagrożenie dla siebie, podobnie jak każdy. Poprosiła też Setha by przestał wymachiwać swoimi am-shen bez potrzeby. Być może plotki o tych istotach były naciągane, jednak wolała nie przekonywać się o tym na własnej skórze.
    – Seth, które masz miejsce w rankingu?
    – Na tę chwilę trzecie, ale zanim mnie pokonałaś byłem na pierwszym miejscu. Zarkinowi się to bardzo nie podoba. A czemu pytasz?
    – Chyba mistrz Rikken nie ustalił tego rankingu zbyt sprawiedliwie. Wyprzedziłam wielu ludzi, którzy są o wiele bardziej utalentowani ode mnie. Sama sobie dałabym niższe miejsce.
    – Rikken widzi, że ciężko pracujesz i dlatego umieścił twoje imię tak wysoko na tej tablicy. W mojej opinii, to sprawiedliwa ocena. Zacznijcie wierzyć w swoje możliwości drogie panie! Jesteśmy ze Stowarzyszenia Skrybów, kto miałby nam zagrozić?
    – Jeśli tam pójdę... – twarz Jin-Si się rozjaśniła – Lin mi w życiu nie uwierzy! Przekonałeś mnie!
   
    Stopniowo las zaczął się przerzedzać, aż w końcu znaleźli się na terenie porośniętym jedynie niską roślinnością.
    Miasto znajdowało się w dolinie. Wystarczyło zejść tam, by dotrzeć do czegoś, co dawniej mogło być murami obronnymi. Kalena spostrzegła pozostałości po wieży strażniczej. Bardzo dobrze przemyśleli jej budowę akurat w tym miejscu; każdy wchodzący do miasta od tej strony był praktycznie na widelcu.
    – Co to jest? – Kalena nagle zamarła – Widzicie?
    Dokładnie przed nimi znajdował się wbity w ziemię duży drewniany słup z krzywą tabliczką u samej góry, a do niego przywiązane były zasuszone ludzkie zwłoki.
    – Okropnie to wygląda! – Jin-Si skrzywiła się – Zaraz chyba zwymiotuję! To zrobiły te potwory?
    – Nie sądzę – odparł Seth – Mogły go zabić, ale nie uwierzę, że dały radę przywiązać ciało.
    Kalena przymrużyła oczy i przyjrzała się tabliczce. Widniał na niej koślawy napis, jakby wydrapany jakimś ostrym narzędziem.

"Wasze prawo tutaj nie obowiązuje"

    – To jest skierowane do Poszukiwaczy? – spytała cicho – Chociaż nie, mało który z nich potrafi czytać.
    Seth wyminął ją i odważnie ruszył do przodu. Z bliska to miejsce nie wyglądało wcale na opuszczone. Może trochę zniszczone, to wszystko. 
    Przeszli przez coś, co mogło kiedyś być odpowiednikiem kagolańskiego muru ochraniającego zewnętrzny krąg.
    – W Madegaldzie nikt nie opowiada o potworach. Mówi się tylko, że władca dał żołnierzom nową, niebezpieczną broń – odezwał się, gdy dotknęła jego ramienia – A tutaj mówi się, że cesarz uwolnił tajemnicze bestie, które się zbuntowały. Dlaczego komuś tak bardzo zależy, żeby nas okłamać? Tamten trup nie wyglądał na zabity przez potwora, ani przez żaden rodzaj broni. Jesteśmy tak mocno przekonani, że nasza wersja jest prawdziwa, a Sprzysiężenie Sprawiedliwych jest przekonane, że to oni mają rację, a co jeśli walczymy że sobą na próżno?
    Kalena nie zdążyła mu odpowiedzieć, bo znów pojawiła się ta dziwna siła, tym razem wyczuwalna o wiele mocniej niż wcześniej. Rozdzieliła ich i zmusiła do zatrzymania się. Stracili kontrolę nad swoimi ciałami, nie mogli nawet przymknąć oczu. Jednak byli cały czas przytomni i widzieli jak naprzeciw nim wychodzi tajemnicza postać ubrana w długie, powłóczyste szaty.
    Był to bardziej duch niż człowiek. Nie przypominał nikogo kogo znali, a jego ubranie wyglądało naprawdę nietypowo. Nikt już nie ubierał się w ten sposób. Popatrzył na nich przez chwilę i przechylił głowę. Długie czarne włosy opadły na jego ramię.
    Spod fałd materiału wyłoniła się jego dłoń. Blada, o nienaturalnie długich palcach, wyciągnięta naprzeciw nim.
    A potem nic już nie widzieli, ani nie czuli.