środa, 17 maja 2017

Rozdział 30 - Koronacja

W świątynnej sali Galaspiael miał spędzić czas przed koronacją medytując i prosząc przodków o błogosławieństwo
Zgodnie z zasadami powinien być sam, ale postanowił zabrać ze sobą Kalenę. Nie mogła ona jednak go dotknąć ani zbliżać się na odległość mniejszą niż dziesięć kroków. Nie mogła też się odezwać, chyba że on zapytał ją o coś jako pierwszy.
Wcześniej została przyjęta w szeregi Srebrnej Gwardii, więc teraz formalnie miała za zadanie go chronić. Wydawało jej się to dziwne, wiedziała jak potrafił doskonale walczyć i była pewna, że nie potrzebuje obrońcy, a nawet byłby zdolny w pojedynkę pokonać całą swoją gwardię. Na razie poznała tylko trzech jej członków: kapitana Juna, Luko i, co ją zdziwiło najbardziej Aymona. Mistrz Mizara słynął ze swojej antypatii do księcia i nie potrafiła sobie wyobrazić go jako kogoś wiernie wykonującego jego rozkazy.
– Ile już minęło? – zapytał z nadzieją w głosie.
– Prawie połowa czasu – odparła i usiadła obejmując kolana ramionami. – Poczułeś już coś?
– Noga mi ścierpła. I jestem głodny.
– Spokojnie, z tego co widziałam uczta będzie wielka.
Galaspiael uśmiechnął się. Siedział odwrócony do niej plecami i nie mógł zmienić pozycji do czasu zakończenia medytacji, ale cały czas spoglądał na lustro, w którym się widzieli.
– Nie wątpię. Możesz już iść do domu, przyda ci się trochę odpoczynku. Luko na razie cię zastąpi i wrócisz bezpośrednio na ceremonię.
Uśmiechnął się, gdy usłyszał jej westchnienie ulgi. Nie przywykła jeszcze do świadomości, że jego dawny dom jest od teraz wyłącznie jej domem. Ciągle traktowała go jak ich wspólne lokum, chociaż już wprowadziła się na powrót do pokoiku, który zajmowała wcześniej.
Kapitan Jun zaczynał w gwardii mniej więcej w tym samym wieku co ona. Pamiętał jeszcze ojca Galaspiaela i to pod jego okiem zaczynał szkolenie. Kiedy Kalena została mu przedstawiona, pierwsze co zrobił, to zaatakował ją. Zaskoczona dziewczyna z trudnością zdołała się obronić, ale jednak musiała, mniej lub bardziej świadomie, zrobić coś co mu się spodobało. Pochwalił ją i obiecał, że zajmie się jej dalszą nauką walki.
Kiedy miała wychodzić, zawróciła nagle, bo przypomniało jej się coś ważnego. Dopiero po chwili przypomniało jej się, że przecież nie może nic powiedzieć.
Jej sprawa musiała poczekać.

– Co tu tak cuchnie? – zapytała Mei wchodząc do pokoju. – Wybuchł pożar?
– Dostałem wiadomość z pałacu – odparł spokojnie Zarkin – nie spodobała mi się, więc spaliłem ją.
– To musiał być wyjątkowo długi list – stwierdziła zerkając na leżącą w grubej szklanej misie kupkę popiołu.
– List był wyjątkowo krótki. Galaspiael życzy sobie mieć mnie na swoim złotym łańcuchu, nie mniej, nie więcej. Spodziewałem się tego. Kiedy spaliłem tę kartkę, zacząłem dorzucać inne. Moje zadania z kaligrafii, jakieś niepotrzebne zapiski. Dużo tego mam. Jak chcesz, to możemy wyjść na zewnątrz i zrobić ognisko. Ciekawe czy mógłbym coś usmażyć w ten sposób? Pomożesz mi?
– Jego wysokość przyjął cię do swojej gwardii? – dziewczyna klasnęła w ręce i podbiegła go przytulić. – To przecież cudownie, panie! Powinieneś się cieszyć z tak wielkiego wyróżnienia.
– Nie jestem nim zainteresowany – mruknął wyrywając się z jej uścisku. – Mówiłem ci już o tym. Całe życie walczyłem o wolność, w końcu jestem niezależny i co, mam to oddać dla wyróżnienia? Niedoczekanie! Mam inne plany na swoją przyszłość.
– Mogę spytać jakie?
Otworzył gwałtownie usta, ale zaraz je zamknął i wstał z miejsca, delikatnie przechylając głowę na boki.
– Yagn-Sho nie może być puste, zgłosiłem chęć zajęcia się kwaterą – odgarnął z czoła kilka jasnych kosmyków –  Właśnie, jak już jesteś, to podetnij mi włosy. Miałem cię poprosić o to wcześniej, ale zapomniałem, a one urosły tak, że już denerwują.
Mei kiwnęła głową i poszła poszukać jakiegoś ostrego narzędzia, a on w tym czasie przeniósł niskie krzesło na środek pokoju i usiadł na nim.
– Nada się? – zapytała pokazując mu cienki, ostry nożyk, którego używano zwykle do przycinania papieru.
– Nie pokaleczysz się?
– Będę uważać – zapewniła. Delikatnie zanurzyła palce w jego włosy i wybrała pasmo opadające na środek czoła. Przesunęła kciuk i palec wskazujący do połowy.
– Tyle?
– Więcej, one za parę dni odrosną. O, może być.
Zaczęła powoli, właściwie więcej było w tym zabawy niż cięcia. Pracowała ostrożnie, by go nie pociągnąć i długo przeczesywała jego włosy palcami, delikatnie drapiąc przy okazji skórę głowy.
– Masz takie piękne włosy panie – powiedziała w końcu – powinieneś je zapuścić, wyglądałbyś jak król.
– Długie włosy są niepraktyczne. Nawet król ma krótkie – zauważył – może nie tak jak moje, ale tradycja nakazuje by ich nie ścinał, a on robi to często.
– Z całym szacunkiem, ale pan Galaspiael nie ma się czym chwalić. Takie pospolite ciemne włosy ma każdy w tych stronach. Gdybyś zgodził się wstąpić do gwardii, może spodobałbyś się jakiejś wysoko urodzonej damie?
– Kolejnej? Nie potrzebuję.
– Dlaczego "kolejnej"? – podchwyciła.
– Mówię o tobie. Masz nazwisko, musisz być z arystokratycznej rodziny. To że sprzedano cię do niewoli tego nie zmienia.
– Moja rodzina była wpływowa, ale nie aż tak, by pojawiać się na dworze króla – odparła spokojnie – często udzielali pożyczek różnym ludziom, dlatego szybko się wzbogacili.
– Musisz się dziwnie czuć służąc byłemu niewolnikowi – westchnął i przymknął oczy, gdy znów zaczęła bawić się jego włosami – zasnę jeśli będziesz ciągle tak robić.
– Mam przestać?
– Nie – umilkł na chwilę – jakim jestem panem w porównaniu do twoich poprzednich?
– Najlepszym – odpowiedziała bez wahania.
– Podlizujesz się!
– Nie, mówię całkowicie szczerze. Jesteś bardzo dobrym panem. Ani razu mnie nie uderzyłeś, nawet nie masz narzędzia... chociaż do tego może wystarczyć sama ręka.
–Żeby zrozumieć jak ciężka jest kara, człowiek sam musi ją otrzymać. Ja wiem co to znaczy i jakie to upadlające, dlatego nie chcę tego robić. – strzepnął z czoła włosy. – Więc jestem dobrym panem, bo cię nie biję?
– Nie tylko. Naprawdę wiele dla mnie znaczysz, bardzo mi dobrze u twojego boku. Nie potrafię tego wyjaśnić – odsunęła się i spojrzała na swoją pracę – może tak zostać?
– Tak – chłopak wstał i zawahał się przez chwilę – dziękuję.
– Nie ma za co panie. Może teraz posprzątam to palenisko?
– Jak chcesz – wzruszył ramionami. –A z gwardią poczekam jeszcze. Po prostu nie podobało mi się, że napisali do mnie jak z ofertą pracy dla pachołka. Chcę żeby Galaspiael mnie rzeczywiście poprosił, wtedy będę wiedział, że mu zależy. Do tego oddziału nie można kogoś wcielić siłą, to najwierniejsi słudzy króla. Ale jeśli mu nie będzie zależeć, to mnie też nie. – podszedł i objął ją w talii – Cokolwiek zadecyduję, będzie to dla mojego i twojego dobra. Wiesz o tym, prawda?
*
– Co tak długo? – Luko szturchnął Kalenę w ramię, gdy podbiegła zziajana do niego. – Nie stój jak głupia i tak nie ma już czasu!
Wymamrotała jakieś przeprosiny, których i tak nie usłyszał i poszła za nim do sali koronacyjnej. W połowie drogi, na długim korytarzu natknęli się na kapitana Srebrnej Gwardii; Juna. Zmierzył ich ostrym spojrzeniem i prychnął ze złością.
– Gdybyśmy byli w Madegaldzie, za takie spóźnienie ścięto by wam te puste łby! – tymi słowami ich przywitał – Ładni mi strażnicy, psia mać! Zabiliby go cztery razy, zanim w ogóle przyszlibyście na miejsce! Do środka! Żeby mi to było ostatni raz!
Sala koronacyjna znajdowała się na ostatnim piętrze pałacu. Spośród innych pomieszczeń wyróżniały ją wielkie okna. Sala balowa nie miała aż tak dużych, przez to może sprawiała wrażenie skromniejszej.
Widok stamtąd był wspaniały, ale Kalena nie poświęcała mu dużo uwagi. Szła zaraz za kapitanem Junem zachowując powagę i skupienie. Przyglądała się zebranym Okiani, którym kiedyś nie mogłaby nawet spojrzeć w oczy. Patrzyli na nią z zaciekawieniem, a niektórzy nawet się uśmiechali. Cóż, gwardia w odświętnych, czarnych strojach robiła wrażenie. Wyraźnie odznaczali się na tle zwykłej straży, ale Kalena wciąż nie rozumiała, czemu zostali nazwani "Srebrną Gwardią".
Galaspiael miał przejść do sali razem z Lin-si. Ceremonia zaślubin odbyła się wcześniej według kaitańskiego obrządku, który nie dopuszczał świadków. W pewnej chwili drzwi się uchyliły i wszyscy obecni wstrzymali oddechy, gdy pojawiła się królewska para. Gwardia natychmiast uformowała wokół nich przećwiczony wcześniej szyk.
Lin-si szła o krok za Galaspiaelem. Nie wyglądała już na tak pewną siebie jak wcześniej. Była przepiękna, ale z wyrazu jej twarzy dało się odczytać, że jest kompletnie zagubiona i nie wyobraża sobie aby mogła kiedykolwiek nazwać to miejsce domem. Nie chciała też stać się żoną człowieka, którego nienawidziła i który sam też nie był chętny by obdarzyć ją miłością. Kiedy rozpoznała Kalenę, lekko rozchyliła usta, a potem szybko odwróciła wzrok.
Samin wyszedł im naprzeciw i gestem zaprosił, by stanęli obok niego, a później odwrócił się twarzą do zebranych.
– Po śmierci jego królewskiej mości Galaspiaela piątego spadła na mnie odpowiedzialność za wypełnienie przysięgi mu złożonej. Nadszedł jednak długo oczekiwany dzień, w którym jego syn może przejąć pełnię władzy – urwał i nabrał głęboko powietrza. – Jego wysokość wielokrotnie już wykazywał, że przodkowie obdarzyli go niezwykłymi łaskami. Dziś wkroczył już w dorosłość i jest gotów objąć pełnię władzy. Czas by na tronie Kagolanii zasiadł jego prawowity dziedzic.
W sali zapadła tak idealna cisza, jakby zupełnie nikogo nie było w środku. Samin wziął koronę i włożył ją na głowę Galaspiaelowi. Kalena zauważyła jak bardzo jej mistrz był spięty w tamtej chwili, ale wiedziała, że jeśli ktoś nie znał go zbyt dobrze, praktycznie nie dało się dostrzec zdenerwowania. Następnie swój mniejszy i wyraźnie bardziej kobiecy diadem otrzymała Lin-si. Zerknęła na Galaspiaela, a ten powiedział coś szeptem, na co ona słabo się uśmiechnęła.
– Niech żyje Galaspiael szósty! Niech żyje królowa Lin-Si – wykrzyknął Jun, a cała sala mu zawtórowała. Następnie wszyscy uklękli, a Kalena poczuła jak ktoś mocno kopie ją pod prawym kolanem. Zupełnie zapomniała o zmianie pozycji. Ukradkiem zauważyła, jak Galaspiael zacisnął mocniej usta, by się nie roześmiać.
– Wstańcie przyjaciele – powiedział –  na początek muszę wam zapowiedzieć, że nie zamierzam zbyt długo świętować, ale mam ku temu swoje powody. Zgodnie z wolą mojego ojca nie spędziłem młodości na dworze, ale wśród poddanych. Z początku nie rozumiałem tej decyzji, ale teraz widzę jak wiele się dzięki temu nauczyłem o ludziach, którymi mam rządzić. Wiem co należy zrobić, by przywrócić Kagolanii jej dawną świetność, nie dam jednak rady zrobić tego sam, dlatego liczę na waszą lojalność i pomoc...
Dziewczyna słuchała go w skupieniu, gdy nagle poczuła, że Luko znów ją szturchnął.
– Czy ty nie potrafisz inaczej zwrócić czyjejś uwagi? – szepnęła zirytowana.
– Jun mi kazał powiedzieć ci, żebyś się ocknęła, bo za chwilę wychodzimy na taras. Trzeba będzie skupić całą uwagę na tym co się dzieje wokół. Do ciebie będzie też należało pilnowanie wszystkiego co król będzie pił wieczorem. Gdyby ktoś chciał go poczęstować jakimś napojem z dalekich stron, reaguj stanowczo.
– Jun zachowuje się jakby wszyscy wokół chcieli zabić króla.
Luko kiwnął głową.
– Kapitan taki jest, musisz się przyzwyczaić. Ale nauczy cię walczyć lepiej niż ktokolwiek inny. Jeśli spędzisz z nim wystarczająco dużo czasu, sama też zaczniesz patrzeć na każdego jak na potencjalnego zabójcę lub truciciela.
– Właśnie, skoro już o tym mowa, czy Zarkin nie został przyjęty do gwardii?
– Nie wiem o kim mówisz, powinnaś o to raczej zapytać kapitana. Jednak nie rób tego teraz, bo zacznie na ciebie krzyczeć, że marnujesz jego czas. Lepiej poczekaj aż wszystko się uspokoi, uwierz mi – Luko chciał odejść ale zatrzymał się i zawrócił. – Czekaj, tobie chodzi o tego wyzwolonego niewolnika, który podobno tak się dobrze zna na truciznach? Osobiście mam nadzieję, że Jun przemyśli to jeszcze raz. Nie chciałbym tu kogoś takiego.
Tak więc nie wiedział. Galaspiael zataił przed wszystkimi jej pochodzenie. Nikt o nic nie pytał, bo była z nim blisko i nie domyślali się jaka historia kryje się za ich przyjaźnią. Jedynie piętno mogło ją zdradzić, ale obiecała sobie, że dołoży wszelkich starań, by je ukryć.

Król zszedł otoczony strażą. Ogromna brama otworzyła się powoli i Kalena zamarła widząc tłum, jaki zebrał się przed pałacem. Miała duże kłopoty ze skupieniem uwagi i gdyby ktoś spróbował ich zaatakować, na przykład wrzucić coś na taras, nie zauważyłaby tego od razu.
Rozległ się dźwięk gongu i w jednej chwili wszyscy ucichli i przyklękli. Galaspiael patrzył spokojnie, z lekkim uśmiechem. Już nie wydawał się tak bardzo zdenerwowany jak wcześniej. Podchwycił jej spojrzenie, gdy wracali.
– Ładnie wyglądasz w tym stroju. – pochwalił – Chyba nie dam rady z tobą dzisiaj dłużej porozmawiać, a musimy koniecznie omówić coś ważnego.
– Co takiego mój panie? – dziewczyna ledwo dała radę wymówić dwa ostatnie słowa. Kiedyś były tak oczywiste, a teraz brzmiały dla niej po prostu nienaturalnie. Ale wiedziała, że nie może zwracać się do niego tak jak wcześniej, byłoby to naprawdę źle odebrane. Mogłaby nawet zostać ukarana.
– Nie zagrzejesz tu miejsca zbyt długo. Mam dla ciebie ważne zadanie. Wybierz sobie najbardziej zaufanych ludzi i kiedy już wszystko się uspokoi, wyprawię was.
– Mój królu – Lin-si zawróciła i wzięła go za rękę. Uśmiechnął się i kiwnął do niej głową, ale zaraz szybko odwrócił się do Kaleny.
– Ciągle mam wrażenie, że mówi to nieszczerze, ale nie chcę być dla niej niegrzeczny.

Wszyscy, którzy chcieli uchodzić za znaczących starali się,  by Galaspiael poświęcił im choć chwilę. Kalena bacznie przyglądała się każdemu, kto do niego podchodził. Ciągłe skupienie było najbardziej męczące w tej pracy. Nie potrafiła jeszcze koncentrować się tak dobrze jak inni strażnicy, nie wiedziała też czemu powinna poświęcić mniej uwagi, a czemu więcej, dlatego bacznie lustrowała nawet najdrobniejszy szczegół.
 Wypatrywała innych strażników, w nadziei, że ktoś przyjdzie ją zastąpić, ale wiedziała, że każdy ma swoje obowiązki i raczej niechętnie podchodzi do tego, by się nimi zamieniać. Mimo to liczyła, że ktoś jednak zlituje się nad nią, jako nową, niezbyt doświadczoną członkinią.
Na uczcie rzeczywiście miała miejsce blisko niego, choć wprawdzie nie tak blisko jak sądziła. Usiadła na stopniach. Stół przy którym zasiadali król, królowa i najważniejsi Okiani był ustawiony na niewielkim podwyższeniu. Z sali jadalnej przechodziło się do sali balowej. Wystawne bale były typowo velikańskim zwyczajem, w Kagolanii nie miały zbyt wielu zwolenników, jednak Galaspiael chciał by przyjęcie weselne było urządzone tak, jak życzyłaby sobie tego jego żona.
– Kalena! – nagle rozległo się wołanie z nieokreślonego miejsca w sali – O, tu jest! A nie mówiłam, że będzie w srebrnej gwardii! – to była Nemina.
– Zachowuj się – jej siostra podeszła i szturchnęła ją w ramię – powinnaś się najpierw ukłonić.
– Co? Jej?!
– Nie, jemu – Mamina dygnęła z gracją, a Galaspiael skinął w odpowiedzi głową, starając się zachować powagę.
– Nie widziałaś gdzieś Jin-si? Zgubiła nam się gdzieś, bo poszła szukać Setha. A on przepadł już kilka godzin temu, to bez sensu go szukać.
– Naszym zdaniem wrócił do Madegaldu, bo mu się znudziło. Ale ona się uparła. Kiedy jedziesz do Velikanii?
– Słucham? – Kalena zmarszczyła brwi.
– Gal... Jego Królewska Mość zamierza cię tam wysłać. Jin powiedziała, że zatrzymasz się u niej. Ale to tajemnica i nikt ma o tym nie wiedzieć, dlatego powiedziała tylko nam i Sethowi.
– To rzeczywiście tajemnica. Dopiero nie dawno dowiedziałam się, że gdzieś pojadę. Nie wiem jeszcze w jakim celu, więc ciężko mi powiedzieć kogo powinnam ze sobą zabrać. Pomyślałam o Zarkinie, ale on nie przyjechał.
– Masz jeszcze czas. Jakby ktoś pytał, to o niczym ci nie mówiłyśmy – ucięła Nemina – a jeśli Zarkin nie będzie chciał, to możesz zabrać nas.

W czasie, gdy Kalena z nimi rozmawiała, Galaspiaelowi zaczęło się nudzić. Wstał i wyciągnął do Lin-Si rękę, a ona spojrzała na niego zaskoczona.
– Czy moja królowa zechce zaszczycić mnie tańcem?
Zdusił w sobie chęć wybuchnięcia śmiechem, gdy odsunęła się od niego, jakby powiedział coś bardzo szokującego.
– Od kiedy ty tańczysz? – zapytała w końcu, widząc że nie siada na miejsce.
– Nie tańczę, ale potrafię, więc nie przyniosę ci wstydu – kąciki jego ust drgnęły lekko – Co ci szkodzi?
Westchnęła głęboko, jakby własnie przeszkodził jej w wykonywaniu czegoś wyjątkowo ważnego i wstała.
– Skoro tak nalegasz.
– Damy dobry przykład – powiedział cicho, gdy znaleźli się w tłumie – na własnym weselu nie wypada siedzieć tak sztywno cały czas.
Nie kłamał, rzeczywiście potrafił dobrze tańczyć. Wcześniej, gdy już pojawił się z nią na jakiejś uroczystości, nigdy nie ruszał się z miejsca, więc nigdy nie poznała jego umiejętności.
– Jesteś dzisiaj jakiś inny – stwierdziła – nie wiem co ty knujesz.
– Mów ciszej albo wcale – upomniał ją – inaczej twój ojciec znów będzie mówił, że robisz się przeze mnie zepsuta.
– To on ci kazał się tak przymilać?
– Nikt mi nie kazał. Wolałabyś, abym był tyranem? Spędzimy razem ładnych parę lat, mieliśmy nie uprzykrzać sobie życia, właśnie to staram się robić. Jeśli jednak tak bardzo ci nie pasuje, przestanę. Spełnię wszystkie twoje życzenia, o pani.
Prychnęła gniewnie, ale zaraz zbliżyła się, tak jakby chciała objąć go ramionami.
– Teraz rób co chcesz, ale wieczorem masz się do mnie nie zbliżać – szepnęła.
– Przecież ci to obiecałem. Postawię swoją gwardię przed komnatą, nawet jak twój tatuś każe komuś iść podsłuchiwać, to ten ktoś nie przejdzie przez korytarz w jednym kawałku. Poza tym, czy naprawdę sądzisz, że zamierzam iść dzisiaj spać? Niedługo będę przedstawiał architektom projekt, którego nawet nie ukończyłem w połowie. Już wystarczająco czasu zmarnowałem, a jutro czeka mnie to samo. Tak jakby jeden dzień na uroczystości to nie było dość.
Po raz pierwszy, gdy usłyszała to jego narzekanie, uśmiechnęła się.
– W końcu wrócił Galaspiael jakiego znałam.

Dopiero kiedy powiedziała mu, że chce się czegoś napić, zauważył że nie było przy nich żadnego strażnika.
Rozejrzał się dookoła. Kalena była jedyną kobietą na sali, która nosiła spodnie. Wyglądała dość niecodziennie, więc szybko ją zauważył. Rozmawiała chwilę z Sethem, a potem pożegnała go i podeszła.
– Mam nadzieję, że nie jadłeś nic podejrzanego, Wasza Wysokość.
– Nadal żyję jak widzisz. Nie mów tak do mnie, gdy jesteśmy tylko dwoje, dobrze? – przywołał ją gestem – Chodź, musimy porozmawiać.
Poprowadził ją do głównego korytarza, później skręcili w jakiś mniejszy, zeszli na sam dół po stromych schodach i weszli do komnaty, która podobnie jak sypialnia księcia, była połączona z jedną, tylko dużo mniejszą.
– Zapamiętaj drogę tutaj, bo z tego miejsca można dostać się do piwnicy w twoim domu – powiedział otwierając kolejne drzwi, za którymi był długi i ciemny tunel. – Będę czasami wpadał, więc zostawiaj drzwi uchylone.
– Skoro jesteśmy tu sami, możesz mi powiedzieć to co chciałeś.
Galaspiael spoważniał.
– Chciałbym, abyś znalazła mi trochę ciekawych lektur. W Velikanii mieszka pewien mój przyjaciel, który obiecał zdobyć je dla mnie już wcześniej, niestety Sprzysiężony, od którego miał je kupić odmówił dobicia targu, dzień po zawarciu umowy. Poza tym, ten sam człowiek zlecił wtedy w Sekanii skrytobójcom zamordowanie nas. Jest dość problematyczny, dobrze by było, gdybyś go usunęła, oczywiście w miarę cicho. Coś się stało?
– Nic – jęknęła i spojrzała na niego niechętnie – ale czy na pewno trzeba go zabijać? Nie da się tego załatwić inaczej?
– Większe i bardziej strzeżone sekrety niż ten nasz wyciekały przez niedopilnowanie takich rzeczy. Gdyby to było niekonieczne, nie kazałbym ci tego robić. On jest naprawdę zdeterminowany, by odnaleźć tego, kto zdobył i odszyfrował recepturę. Nie sądzę, że kiedykolwiek trafi na jakiś trop, ale cesarz Madegaldu też pewnie nie sądził, że największy sekret jego państwa zostanie sprzedany na targu razem z jakimiś błyskotkami. Powierzyłbym to komuś innemu, ale do ciebie mam największe zaufanie. Jeśli nie chcesz sama go zabijać, możesz kazać to zrobić komuś. Zastanów się dobrze, kogo chcesz wziąć ze sobą, to nie może być nieprzemyślana decyzja.
Dziewczyna pokiwała głową.
– Zarkin nie zgodził się wstąpić do gwardii, prawda?
– Nie, ale może spróbujesz go przekonać? – podsunął – Ma już doświadczenie, myślę że nie stanowiłoby dla niego problemu wykonanie tego zadania, gdybyś ty nie dała rady.
– Nie zawiodę! – przerwała stanowczo – Skoro to konieczne, wykonam co do mnie należy. Nie chodzi mi o to, że chcę go zabrać, bo nie dam rady nikogo zabić...
– A skąd wiesz że dasz? – zapytał wbijając w nią wzrok. – Nigdy nikogo nie zabiłaś, nie możesz wiedzieć na pewno, że wytrzymasz. Ale nawet jeśli nie, to nie zawiedziesz mnie w ten sposób. Znałem wielu odważnych i wartościowych ludzi, którzy nigdy nie mogli się przełamać by to zrobić.
Znów pokiwała głową i usiadła na podłodze. Drzwi prowadzące do tajnego przejścia zamknęły się skrzypiąc, gdy tylko je puścił.
– Musimy wracać – rzucił – inaczej zauważą, że zniknęliśmy.
 Kiedy wstawała, dotarło do niej jaka jest zmęczona. Przetarła oczy i podeszła do wyjścia, ale Galaspiael zatrzymał się nagle. Gdy podniosła wzrok uśmiechnął się.
– Może to nie jest dobry moment na takie zwierzenia, ale chciałem ci powiedzieć, że nadal bardzo cię kocham i wciąż liczę, że kiedyś zdołasz zapomnieć mi to co zrobiłem wtedy. Ale jeśli nie zmienisz swojego zdania, też to zrozumiem.
– Nie sądzę, że w moim sercu cokolwiek się zmieniło, przepraszam. – odparła, starając się, by nie brzmiało to jak chłodne odrzucenie – Nie wiem czy powinieneś na to liczyć, tylko będziesz się niepotrzebnie ranił.
– Wiem Kaleno. Ale mimo wszystko, pozwól mi cię kochać, chociaż trochę.