sobota, 7 kwietnia 2018

Rozdział 49 - Wojownicy z Kagolanii

– Da się w ogóle oddać komuś moc? – Kalena czuła, jak coś głęboko w niej zaczęło protestować, ale wiedziała, że nie może odrzucić jego propozycji.
– Owszem – odparł spokojnie.
– Ale przecież... to jest moja energia życiowa! Umrę, gdy jej nie będzie.
– Nie umrzesz, choć będziesz odczuwać zmianę. Energia o której mówisz jest w każdym człowieku. Niektórzy jednak posiadają jej nieco więcej, tak że mogą łączyć się z tym, co jest na zewnątrz ich ciała i naginać to zgodnie ze swoją wolą. Można to porównać do wody w naczyniu. Kiedy nalejesz jej zbyt dużo, cienka warstwa wystaje poza ścianki. Jeślibyś się zgodziła, zabrałbym sobie tylko to, co wychodzi poza twoje naczynie. Nie wpłynęłoby to w żaden sposób na długość twojego życia ani nie zatrzymałoby go.
Głos na moment uwiązł jej w gardle. Nie chciała się zgadzać na ten warunek. Gdyby chodziło o jakąkolwiek inną sprawę, nie zgodziłaby się, jednak wiedziała, że teraz nie ma wyboru.
– Dobrze – powiedziała z ciężkim sercem – skoro to jedyna droga, by go ocalić, to zgadzam się. Życie Galaspiaela jest cenniejsze niż mój dar.
Wan Shi nagle wydał jej się o wiele starszy niż wcześniej. Chciała go nawet zapytać, czy znał osobiście Gyeula, ale powstrzymała się.
– Chodź ze mną. To nie jest dobre miejsce na ćwiczenia, pełno tu rzeczy rozpraszających uwagę, a tobie będzie potrzebne skupienie i to wyjątkowo mocne. Czego się dowiedziałaś jak do tej pory o Washarze?
­­– Że jest księciem Madegaldu. Znam jego brata, Setha. Jest bardzo miły, to mój przyjaciel.
Weszli do pokoju, z którego dało się wyjść na taras przed domem. Przez cienkie zasłony do środka wpadały jasne promienie słońca. Kalena usiadła, lekko mrużąc oczy.
 ­– Seth to jego całkowite przeciwieństwo. Washar od początku był człowiekiem wyjątkowo bezwzględnym, ale łatwo zrozumiesz dlaczego. ­­– Wan Shi stanął nad nią wyprostowany, sprawiając wrażenie dużo poważniejszego niż wcześniej. ­­– Jego zdolności pozwalają mu na zaklinanie czegoś, nad czym nawet kiedyś ludzie nie mogli zapanować. Tym czymś jest nicość.
Kalena nie mogła zachować powagi i głośno się roześmiała.
­­– Czyli panuje nad... niczym? To chyba nie jest taki groźny jak się wydaje?
­­– Nie zrozumiałaś mnie. On panuje nad nicością. Potrafi zaklinać brak jakiejkolwiek energii, pustkę, śmierć samą w sobie. W przeciwieństwie do ciebie i Galaspiaela jest w pełni świadomy swojej mocy i wielokrotnie już jej używał.
Uśmiech szybko zniknął z jej twarzy. Zacisnęła pięści, czując narastające pragnienie, by jak najszybciej ruszyć w dalszą drogę.
­­– Może go zabić w każdej chwili...
­­– Otóż nie. Prawdopodobnie już odczuł wyjątkową trudność w zabiciu króla i złości się, że nie może tego zrobić. Mówiłaś, że poznałaś kobietę, która zaklinała wodę. Z twoją mocą też zapewne nie potrafiłaś jej pokonać, ani też ona nie potrafiła pokonać ciebie. Przeciwieństwa mogą toczyć ze sobą walkę, ale nigdy jej nie wygrają. Tak samo jest z nimi. Washar może go zranić, nawet bardzo. Ale zabić nie.
­­– A on nie będzie mógł pokonać Washara ­­– dokończyła.
­­– Dokładnie. Jego dar jest przeciwieństwem tego, który posiada Washar. Galaspiael ma umiejętność zaklinania czystego życia. Dar tworzenia. Ich energie są przeciwstawne i równe sobie. Oprócz życia i śmierci istnieją jeszcze inne elementy. Galaspiael trzeci, zwany Gyeulem, urodził się z darem zaklinania wiatru. Ty masz dar zaklinania ognia, a twoja przeciwniczka wody.
­­– Są ludzie, którzy potrafią zaklinać jeszcze coś?
­­– Byli, to na pewno.
­­– A można się nauczyć zaklinania kilku rzeczy na raz? ­­– dopytywała ­­– Na przykład ognia i wiatru? Wtedy pokonałabym Washara bez problemu.
­­– Podobno był ktoś taki, ale na moje oko ty do takich szczęśliwców nie należysz. Nie znaczy to, że nie dasz mu rady. Wręcz przeciwnie, masz większe szanse niż gdybyś miała, jak Galaspiael, bardzo potężną, ale przeciwstawną moc.
­­­­– Zaczynajmy! ­­– Klasnęła w dłonie i nabrała głęboko powietrza. ­­– Nauczę się tego szybko i ruszam dalej.
­­– Nie spiesz się, bo to cię w końcu zgubi ­­– upomniał ­­– z ogniem trzeba się obchodzić ostrożnie.
Obserwowała uważnie jak wstał i otworzył długą szafkę z której wyjął dobrze znaną jej broń.
­­– Nie muszę ci chyba mówić, co to jest.
­­– Am-shen ­­– odparła prawie natychmiast ­­– tylko to dłuższe. Inny rodzaj.
Wan Shi westchnął ciężko. Zaczęła odnosić wrażenie, że jest zirytowany jej ignorancją. Przygładził swoje ciemne włosy i mówił dalej;
­­– Żaden inny rodzaj, tylko prawdziwe, przedwojenne am-shen. Broń charakterystyczna dla Stowarzyszenia Skrybów, które miało za zadanie strzec pradawnych umiejętności przed zapomnieniem. Przed wojną organizacja działała pod inną nazwą i zajmowała się przede wszystkim pracą nad bardziej precyzyjnym używaniem mocy. Pewnie zauważyłaś, że nawet gdy wysyłasz strumień w określonym kierunku, rozprasza się on bardzo szybko i kosztuje cię wiele energii. Shen pozwalało ją zaoszczędzić i celować bardziej precyzyjnie.
­­– Dlatego rękojeść tego, które widziałam kiedyś, była wytarta! Takie same miał też...
­­– Gyeul ­­– dokończył za nią ­­– wielu ludzi po wojnie chciało odnaleźć jego am-shen. Powstały nawet specjalne grupy, które zarabiały w ten sposób. Nazwali się Poszukiwaczami i każdy relikt przeszłości, przypominający jak wielkim państwem była kiedyś Kagolania, sprzedawali Sprzysiężeniu. Broń cesarza została wykonana według jego projektu, z metalu, który spadł z nieba. Wielu Poszukiwaczy oddałoby życie za taki skarb.
­­– Skąd wiesz o rzeczach, które są tajemnicą nawet dla najlepiej wykształconych Skrybów?
­­– Powiem ci później. W każdym razie, tego będę cię próbował nauczyć. Jeśli opanujesz technikę walki za pomocą am-shen przez zaklinanie, będziesz krok do przodu. Washar od nikogo się nie uczył, nie zna tej metody.
­­– Chciałabym, by Galaspiael ją znał. ­­– Dziewczyna nagle drgnęła ­­– Nie będę mogła już zaklinać, gdy go odnajdę, ale przekazać dalej to, czego się nauczyłam chyba mi wolno?
­­– Jeśli tylko będziesz chciała. Najpierw jednak, radziłbym ci skupić się na opanowaniu tego, co później będziesz komuś przekazywać. Całe zaklinanie to nic więcej, jak przepływ energii z ciała do ciała. Shen daje ci możliwość skierowania strumienia w określonym kierunku i spotęgowania jego mocy. Żeby jednak użyć miecza jako kanału energetycznego, musisz zadbać, by energia w twoim ciele przepływała bez przeszkód. Uczyłaś się kiedyś medytować?
­­– Galaspiael mnie uczył, ale nie poświęcałam temu za dużo uwagi. Byliśmy zbyt zajęci żeby... ­­– urwała. Chciała powiedzieć "marnować czas" i Wan-Shi domyślił się tego.
­­– Musisz zacząć. Im bardziej będziesz chciała przyspieszyć ten proces, tym dłużej to zajmie, daj więc sobie tyle czasu, ile twoje ciało uzna za konieczne. Skup się na energii. Skumuluj ją i kieruj w górę i w dół. Kiedy napotkasz blokadę, będziemy pracowali nad tym, by ją zdjąć.
*
­­– Nie rozumiem tej receptury. ­­– Stwierdził Zarkin, gdy Mei przeczytała mu na głos fragment, który udało jej się odszyfrować. ­­– Trucizny są jednak łatwiejsze w przygotowaniu. Tu wystarczy jeden błąd i można wylecieć w powietrze. Galaspiael musiał upaść na głowę, by to przywozić do Yagn-Sho.
­­– Nie przywoził. Przeszukałam całe to pomieszczenie i nie ma tu wszystkich materiałów. Tu powstały tylko papierowe kapsuły, resztę robił w swoim domu ­­– Dziewczyna odłożyła kartkę na biurko. ­­– Jego Wysokość chyba dość nisko cenił swoje życie, że podjął się sam tak niebezpiecznych eksperymentów.
­­– Na pewno Jego Wysokość miał pieniądze by się ich podjąć.
­­­­– Może poszukamy jakichś tańszych zamienników do twojej trucizny? ­­– Zaproponowała, widząc jak męczył go problem, który zrodził się, gdy już byli przygotowani do pracy. ­­– Na pewno istnieją.
­­– Czym zastąpisz jad złotego skorpiona? Mąką? ­­– Zarkin pokręcił głową ­­– Nie znam innego, bardziej skutecznego środka, a nawet jeśli istnieje, to nie znajdziemy go tutaj. Możemy znaleźć inne składniki, metodą prób i błędów, ale wyjdzie drożej, niż gdybyśmy już kupili ten jad. Pamiętaj, że to ma być trucizna do moczenia strzał. Kropla powinna wystarczyć, aby powalić dorosłego mężczyznę. Co nam po miksturze, która będzie działać tak samo, ale tylko gdy wstrzykniesz przeciwnikowi zawartość całej buteleczki?
­­– Pamiętam jak przed egzaminem wysłałeś mnie po składniki do trucizny i wtedy nie było aż tak drogo...
­­– Bo wtedy nie było wojny w Sekanii ­­– westchnął ­­– tak czy inaczej, dopóki nie zdobędziemy pieniędzy, albo nie złapiemy skorpiona, nie zrobimy nic. Chyba że ty dasz radę ruszyć z recepturą.
Mei wsunęła się w jego objęcia.
­­– Śmieszna jestem. Czy ja naprawdę sądziłam, że uda mi się odtworzyć coś, nad czym pracował sam król? Przecież on jest taki mądry, a ja... ja nie jestem nawet Skrybą.
­­– Kiedyś proponowałem, że mogę cię uczyć, pamiętasz? Nie zgodziłaś się wtedy. ­­– Zarkin pogładził ją po włosach. ­­– Nie martw się, ja jestem Skrybą i też kompletnie nie rozumiem tej receptury. Nie dasz rady tego od razu odtworzyć, ale dobrze że chociaż próbujesz. Wielu ludzi by się nawet tego nie podjęło.
­­­­– A jeśli mi się nie uda? Jeśli ja nie zdołam skonstruować nawet jednej laski dynamitu, a ty nie będziesz miał pieniędzy na składniki do trucizny?
­­– To wtedy będziemy improwizować. Ale przecież Rikken powiedział, że Aymon dopiero zbiera sojuszników. Spisek jeszcze się nie zawiązał, nie idziemy jeszcze walczyć.
Dziewczyna skrzywiła się.
­­– Nie podoba mi się nazywanie nas spiskowcami. My przecież nie spiskujemy. Jesteśmy sprawiedliwi, chcemy by prawdziwy król odzyskał koronę.
­­– Spiskujemy przeciwko Saminowi.
­­– To niech Złota Gwardia tak nas nazywa. To według nich jesteśmy źli, sami powinniśmy mieć o sobie lepsze mniemanie.
Zarkin wyprostował się i odsunął ją od siebie, chcąc wstać. Wydawało się, że wcale nie stracił wzroku, kiedy tak szybko orientował się gdzie co jest.
­­– To jak chcesz nas nazwać?
­­– Wojownicy z Kagolanii ­­– odparła prawie natychmiast ­­– to chyba brzmi lepiej niż jacyś „spiskowcy”.
– Widzisz, jednak coś nam się udało zrobić. Dziś wymyśliliśmy nazwę, jutro zrobimy trucizny, pojutrze dynamit, a za tydzień wróci Kalena z Galaspiaelem i będziemy bohaterami! – urwał – Będzie trzeba nam jeszcze wymyślić jakieś legendy. Każdy wielki wojownik musi mieć swoją.
– Tym już ty się zajmiesz, gdy król uczyni cię Okiani.